TYDZIEN NR 39

Tydzien prawie zakonczony.
Zaczal sie choroba i pieczeniem ciasta.
Konczy sie pieczenieme ciasta.
Pomiedzy tymi dwoma kuchennymi akcjami dzialo sie sporo.
Przyjechala do nas w odwiedziny Mama i Babcia. Obgotowala nas w rosoly i krupniki.
Zaoopiekowala sie wnukiem i dzieki niej moglam sie wyrwac na zebranie i wizyte budowy w Genewie.


Widok na glowna elewacje.


Hol, gdzie zainstalowane sa juz schody ruchome.


Upewniamy sie, ze nie sa zabezpieczone, tak jak powinny.


Tutaj beda czytelnie i sale biblioteczne.


Bardzo zgrabne WC dla robotnikow.


Alejka laczaca stary szpital i nowy.


Widoki z ostatniego poziomu.


Po tej genwskiej wyprawie wrocilam taka pozytywnie naladowana, humor i energia dopisywaly mi az do czwartkowego wieczoru, kiedy to odbylam maraton leczniczy.
Choc przyznam, ze po tym wieczorze bylo mi lzej.
Pierwszy punkt maratonu dotyczyl Saszy, drugi kota.
Obaj dostali po antybiotyku. Obaj maja na sobie insekty, ktore zostaly nalezycie potraktowane. Sasza jakies szkolne wszy. Kot pchly i robaki.
Nieprzyjemnie moze jest o tym pisac, troche niestetycznie. Niestety tak sie nam przydazylo.

Mama-Babcia odjechala do dalszych wnukow, mam nadzieje bez dodatkowych towarzyszy podrozy, bakterii, wszy i pchel!

A u nas pojawil sie nowy instrumet, do ktorego Sasza pala na razie niodwzajemniona miloscia. Lekcje wkrotce sie zaczna, wtedy sie przekonamy, czy ten zapal nie bedzie slomiany.


I slodkie zakonczenie tego milego 39 tygodnia roku.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Oj Magda, ubawiłam się niemal do łez, czytając ten post. Może to "nieestetyczne" pisać o pchłach, robakach i wszach, ale przecież to samo życie. Wspaniale to ujęłaś:-), z dozą humoru. Najważniejsze, że opanowałaś sytuację! A ciasto wygląda smakowicie!

Ewa T.

Popularne posty