ŻEL
Ustaliliśmy, że w sobotę idziemy do fryzjera. Sasza miał już dość swych pódługich włosów, zaczął prosić o żel i czesać je do góry, co na długo nie starczało. Zaproponowałam cięcie.
Próbowałam ustalić wcześniej jaka długość, gdzie krócej a gdzie dłużej, ale nie za bardzo mogliśmy się dogadać. Pewnie z tego względu, że po cichu było mi żal tych długich, wypłowialych na słońcu włosów.
Pani fryzjerka, słysząc o żelu i czesaniu do góry, wydała stanowczą diagnozę - muszą być krótkie, inaczej nie będzie oczekiwanego efektu.
W miarę ścinania widziałam jak twarz Saszy się rozjaśnia i pojawia się na niej coraz większy i coraz szerszy uśmiech. Nie schodził mu przez cały dzień, taki był dumny ze swojej nowej fryzury.
Zaglądał we wszystkie witryny i lustra, aby się upewnić nowego wizerunku.
Dotykał co chwilę tych króciutkich najeżonych włosków, aby się przyzwyczaić do nowej długości. W domu po kilka razy poprawiał fryzurę dodając coraz to większe ilości żelu.
No i bardzo czekał na poniedziałek, żeby się pochwalić przed kolegami i koleżankami. Martwił się, czy Nelly (najlepsza przyjaciółka) go pozna.
Dowiem się tego dziś wieczorem, o ile będzie miał ochotę cokolwiek mówić, biorąc pod uwagę, że się posprzeczaliśmy z powodu żelu....



Komentarze
Tez to przechodzilam z moimi chlopakami... Najgorzej bylo ze starszym juz prawie doroslym jak mi oczu nie bylo widac i co chila musial machac gloweczka na lewo, zeby zobaczyc co ma przed soba i sie nie zabic:))
Jak dobrze, ze teraz jest juz nieco madrzejszy (przynajmniej w kwestii wlosow:))
Ciesze sie, ze tu trafilam i mam zamiar zagladac:))
Pozdrawiam Nika