ZMIANY
I tak wkroczylismy wielkimi krokami na droge szkolnej kariery Saszy.
Wiem, ze powinnam pisac o karierze przedszkolnej, ale tutaj dumna nazwa tej instytucji, to szkola, i tak juz z pewnoscia pozostanie.
Dzien zaczal sie wczesnie, poniewaz balismy sie Pani Dyrektorki-Policjantki i nie chcielismy sie spoznic. W zwiazku z tym bylismy pierwszymi obecnymi w klasie. Mielismy czas, aby zapoznac sie pobieznie z Maguy ( Pania Nauczycielka) oraz z samym miejscem.
Klasa znajduje sie na drugim pietrze. Jest przestronna, podzielona na kaciki tematyczne : kuchnia, czytelnia, pracownia kreslarska, kacik z lalkami, kacik z samochodami i pociagami. Dla Saszy raj, wpadl w ten maly swiat spokojnie, ale zdecydowanie. Jutro ma tam ochote wrocic.
Zaskoczyl mnie pewien detal, ktorego nie zauwazylam tego w czasie pierwszej wizyty - klamki na drzwiach sa umieszczone na takiej wysokosci, ze tylko dorosli do nich dosiegaja. Sprytnie, prawda? Bo juz oczyma wyobrazni widzialam Sasze opuszczajacego klase, schodzacego po schodach i wychodzacego ze szkoly. A tak juz jestem uspokojona, przynajmniej drugi punkt ucieczki jest nierealny.
Balam sie, ze dziecko bedzie mi plakac, bo tyle sie nasluchalam dramatycznych historii o rozstaniach tego pierwszego dnia, ale nic z tego. Saszka nam tylko zyczy milego powrotu, i wrocil do swojego "swiata". Nie przewidzialam, ze to ja bede wzruszona, jak jakas pocztkujaca mama, ktora ma skoki hormonalne. Rozplakalam sie, kiedy poszlam go odebrac i widzialam, z jakim natezeniem obserwowal innych rodzicow odbierajacych dzieci, i z jaka radoscia wskoczyl mi w ramiona, kiedy go zawolalam.
Na szczescie juz wszystkie emocje za nami, jutro dzien jak co dzien. O ile tak mozna powiedziec!
Mnie natomiast draza dylematy : na horyzoncie pojawila sie super swietna propozycja pracy. Dylemat tego typu, ze w obecnej pracy planuje sie moje pozostanie. Salomonowy wybor!


Komentarze