META

Wakacje sie zaczely.
 
Sasza wyprawiony na kolonie od samego rana. Pojechal caly usmiechniety. Obudzil sie sam zanim zadzwonil zegarek.  Motywacja byla nieporownywalna z perspektywa pojscia do szkoly.
 
Program kolonii to nauka jazdy na kucykach, basen, mini-golf, cyrk, warsztaty piekarskie, gliniarskie, stolarskie, itp, itd. Wszystko to w ciagu 5 dni. Program bogaty. Pogoda ma byc wyjatkowo udana.
Jednak zanim dotarlismy do tak szczegolnie udanego dnia, odbyly sie roznego rodzaju zakonczenia roku szkolnego, a to w szkole muzycznej, w szkole polskiej, w szkole francuskiej... uff  ile tych szkol, sama nie zlicze!
Swiadectwa wszystkie sa wiecej niz dobre. Czulam sie bardzo dumna, jako rodzic. Czulam, dopoki nie zdalam sobie sprawy z jednej bardzo waznej kwestii, a to po lekturze, tego interesujacego bloga - W swiecie Zyrafy. Dotarlo do mnie wlasnie, ze te wyniki sa dla nas - rodzicow. Sasza zapytany, o to co czuje, dostajac i widzac swe dobre oceny, bez wahania odpowiedzial, ze sie cieszy, bo rodzice beda zadowoleni.  I wlasnie nie o to chodzi w tym wszystkim. I wlasnie zmiana tego podejscia bedzie moim prywatnym celem do osiagniecia od przyszlego roku szkolnego. Prawidlowy tok myslenia ma wygladac w ten sposob, ze dobre wyniki, odrabianie lekcji, maja byc przyjemnoscia sama w sobie, a dziecko ma  czerpac z tego radosc, satysfakcje czy tez inna forme spelnienia dla siebie samego.  Metoda "marchewki" jest totalnie mylna metoda i choc moze przynosic dobre wyniki w tak mlodym wieku, na dluzsza mete nie sprawdza sie. 
Temat swiadectw i szkol zostal zakonczony i odstawiony na dwa miesiace na boczny tor.
Koncowka roku szkolnego wiaze sie takze z obchodami urodzinowymi - jak co roku impreza z kolegami i kolezankami odbyla sie pod koniec czerwca. Tym razem wynalazlam cyrk, ktory organizuje urodzinowe przedstwienie i krotkie warsztaty - dzieci byly zadowolone, aczkolwiek dla dziewiecio-latkow byl to program ociupinke za infantylny.  Na te okazje, Sasza zazyczyl sobie tort urodzinowy z Pokemonem, jako dekoracje. Oczywiscie nie jakis tam Pikachu, ani Pokebal, tylko wyzszy stopien trudnosci - Rayquaza. Pfff, co to tam dla mnie! Co dziecko chce, jestem w stanie zrealizowac. Jestem w koncu super mama prawie dziewieciolatka. Przemyslalam etapy realizacji, zrobilam w myslach grafik, zakupilam sprzet, wyprobowalam na kolegach z pracy ciasto. Krytyczny moment nastapil w fazie dekoracji. Mialam chwile zwatpienia, w chwili kiedy cialo smoka na walku, bylo przenoszone na tort i kiedy sie rozpaczliwie rozciagalo. Mmmm, sympatycznie sie rymuje.  Udalo mi sie je jakos doprowadzic do przyzwoitego wygladu, i po dwoch godzinach wycinania, walkowania, ulepiania, oto jak wygladalo moje dzielo :
Bylo przerazliwie slodkie. Nie polecam. Wystarczylby sam srodek, czyli ciasto czekoladowe z galaretka i truskawkami. Dziecko mnie podsumowalo mowiac , ze "to milo, ze sprobowalam"! Ze sprobowalam! Nie , jak tak , to na 10 urodziny bedzie sam biszkopt ze swieczkami.
A tymczasem mam przed soba kawalerski tydzien. Zostalam sam na sam z kotem. 

Komentarze

Anonimowy pisze…
Jestem pełna podziwu dla Twojego talentu kulinarnego, Magdo! Czego się nie robi dla synka...:-)

Dawno nie zaglądałam na twojego bloga, ale tu niespodzianka - lawina wpisów.
Magda pisze…
Ewo, czego to się nie robi! A poprzeczki wyżej i wyżej. Na razie przeskakuję , ale kiedyś nie dam rady :-)

Popularne posty