BIEDRONECZKI, CD.
Jak pokazuje zycie, jeszcze jeden prztyczek w te wystawione naiwnie nosy, nazajutrz nie jest wcale takie lepsze.Sasza doslownie i w przenosni zamienil sie w biedronke, czyli wiedronke, czyli zlapal po prostu ospe.
Uff, po 3 latach wyczekiwania, nareszcie ja przechodzi.
Mielismy juz kilka alarmujacych sytuacji, kiedy byl w kontakcie z dziecmi akurat chorymi, ale do tej pory nic sie go lapalo.
W kazdym razie to oslabienie, kaszel, katar i goraczka ma teraz logiczne wytlumaczenie - drzemal w nim wirusek. Dal nam sie dobrze we znaki i bedziemy go pamietac.
Choc to dopiero poczatek, a dziecie wyglada jakby ktos pedzelkim z czerwona farbka go opryskal.
Do przedszkola nachodzil sie 2 dni, z pewnoscia pozarazal innych. Ale teraz bedziemy sobie siedziec razem w domu i sie leczyc.
Pisze, ze razem, bo ja tez sie doczekalam zwolnienia chorobowego.
To moja pierwsza dezercja z miejsca pracy od urlopu macierzynskiego - chyba sobie juz wypracowalam te pare dni.
A bylam mocno zmuszona - w pracy dziwnie sie na mnie patrzyli, na budowie i na zebraniach zatykali uszy, w nocy cala kamienice budzilam moim kaszlem. Wiec mozna powiedziec, ze ulzylam duzej czesci mojego otoczenia idac na to zwonienie.
Pewnie po powrocie beda mnie czekac jakies dziwne aluzje co do zaleglosci, krotkich terminow, masy nowych planow do sprawdzenia, itd.itp. Wszystko w swoim czasie, najpierw moje oskrzela, a pozniej zajme sie wizowaniem planow.
Tutaj biedronki nazywane sa takze "bête à bon Dieu" - "stworzonkami dobrego Boga" , poniewaz sa najlepszymi przyjaciolmi ogrodnikow.
Moze i nam posluzy ta ich przyjazn, i wszlkie kropeczki, ktorymi upstrzony jest Sasza, beda mialy krotkie trwanie.


Komentarze