STRATA

Wychodze z pracy, kieruje sie w tam, gdzie zawsze parkuje moj rower, w rece trzymam juz klucz do klodki, a tam....

nie ma sladu po rowerze!

Calkiem, jak gdyby nigdy nie stal tam zaden dwusladowy pojazd.
Rozgladam sie dookola, zdezorientowana i watpiaca , bo moze zaparkowalam go w innym miejscu, albo , co gorsze, przyszlam dzis do pracy na piechote... Ale nie! Nie ma. przepadl. Rozplynal sie.
I po rowerze.
Ale kto go chcial? Takiego zuzytego, zjezdzonego, ze zniszczonym siodelkiem?
No po co komu on byl?
A ja czulam sie taka dumna , jako wlascicielka tego pojazdu, tak mi pasowal......

Komentarze

czara pisze…
Przykro mi razem z Tobą :( Rozumiem, co to musi być za uczucie, nieważne ile Twój pojazd kosztował...
W Krakowie też jeździłam na moim ukochanym rowerze i nawet po wypadku pierwsze słowa, jakie wypowiedziałam to "Gdzie mój rower? Co się z nim stało?". ;)
A po Paryżu śmigam tylko na velibach, ryzyko kradzieży niewielkie...
Magda pisze…
Dziekuje Ci za wsparcie :-)
Zaraz dopisze final historii!
Mam nadzieje, ze Twoj wypadek nie byl grozny. W kazdym razie nei zrazil Cie do jazdy rowerowej.
Ja bardzo zrazilam sie do velibw z powodu notorycznego braku miejsc na parkingach. Ale polubilam miasto z wysokosci siodelka i tak juz mi zostalo :-)

Popularne posty