NA TEMAT ZEBOW

O ile sie nie myle, nie pisalam jeszcze o wybitych zebach Saszy.
Byl to pierwszy i jak na razie jedyny powazny wypadek w jego i naszym zyciu.
Pewnego dnia, kiedy przebywal u Dziadkow, w czasie kapieli, pod czujnym okiem Babci, po prostu poslizgnal sie w wannie i gornymi siekaczami wbil sie w brzeg wanny.
Bylo duzo strachu, krwi, placzu. Przyjechalo pogotowie, zawiezli delikwenta na ostry dyzur.
Ostateczny wynik tej nieprzyjemnej przygody to dwa, martwe przednie zeby, ktore strasza nas od czterech lat swoim szarym kolorem, widmem zniszczonych zebow stalych, oraz niechecia do opuszczenia swojego siedziska. Od czterech lat sa chwiejace i ruszajace, ale nie wylatujace.
Spotkalismy sie z dwoma radykalnymi opiniami stomatologow : wyrwac i na ich miejsce zalozyc aparat, ktory utrzymywalby rozstaw zebow do czasu wyjscia stalych, lub nic nie robic, czekac az naturalnie wypadna.
Zdecydowalismy czekac.
Zaczela sie wojna na wytrwalosc.
Pierwszy przegral ja mleczny sasiad rozchwianego, szarego siekacza. Zostal wypchniety ze swego siedziska przez stalego siekacza, ktory znalazl dla siebie miejsce w drugim rzedzie. Wyglada zdrowo, jak do tej pory jest caly bialy, zadnej rysy ani skazy na szkliwie nie ma.
Wczoraj na placu boju polegl szary, martwy siekacz, ktoremu zadala ostateczny cios pani dentystka uzbrojona w strzykawke ze znieczuleniem i kleszcze, ktorymi nader sprawnie sie poslugiwala.
Bylismy nieco oboje zaskoczeni, synek nawet lekko spanikowany szybka decyzja o ekstrakcji i jej realizacja.
Najbolesniejsza czesc tego zabiegu , to zastrzyk. Samego wyrwania zeba nawet nie poczul, znieczulenie bylo skuteczne.
Natomiast ja, ktora kleczalam przy fotelu trzymajac dziecku reke, bylam, ze tak powiem w pierwszym rzedzie!
Sama potrzebowalam, aby trzymac mnie za reke, taki mialam wstrzasajacy pierwszoplanowy widok.
Tyle emocji o taki jeden malutki zabek, ktory zostal w kleszczach dentystki.
Zbaralismy go z nami, aby dolaczyl do kolekcji wypadnietych mleczakow.
Czekamy teraz, az drugi martwy, szary siekacz zdecyduje sie na opuszczenie pola walki.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Marcinowi dwa zęby wyrżnęły się zdecydowanie za szybko i ponieważ stare im przeszkadzały, musiały rosnąć po przekątnej. Zmartwieni zapytaliśmy o opinię dentystkę, której córka akurat przychodziła do mnie na lekcje. Obejrzała i stwierdziła, że mleczaki powinny niedługo wylecieć, a rosnące zęby wtedy się wyprostują, wskakując na właściwe miejsce. Co dziwne, tak się stało...

Ja też miałam podwójną przygodę zębową (bardzo drastyczną, więc nie opiszę) i mam - niestety szare górne jedynki i dwójki... Dobrze, że u Saszy były to mleczaki!

Ewa T.
mikan pisze…
O matko, współczuję! Dobrze, że to mleczaki.

Popularne posty