O PAZDZIERNIKOWEJ PORZE

Dzis juz pazdziernik, prawdziwa jesien sie roztacza dookola.
Czy to mozliwe, ze kiedys byly wakacje, ze slonce, ze morze, ze cieplo leniwe na calym ciele?
Czy to mozliwe, ze znow jestesmy w tym samym blednym kole? Zamknieci, jak myszki w karuzeli, goniace za wlasnym ogonem?
Caly dlugi miesiac dzieli nas od wakacji , a nie zauwazylam kiedy minal.
Dzien jest podobny do dnia.
Tydzien do tygodnia.
Zapiatki mijaja za szybko, dyktowane rytmem rozrywek i obowiazkow. Wolny czas tez jest meblowany do ostatniej wolnej minuty.
Dzisiejsza wolna od pracy sroda przypominala raczej wyscig z czasem : zdazyc na metro, zdazyc na spotkanie, zdazyc na pociag powrotny, zdazyc na nastepne spotkanie. Sasza dzielnie za mna biegal. Bez jednego zlego slowa, ubrany w swoj niezawodny dobry humor.
Czy nie mozna , choc troche zwolnic tej pogoni? Czy tempo nie moze byc odrobine moderato?

Wczoraj zegnalismy przyjaciela.
Bylismy zaproszeni na msza załobna za naszego ulubionego sasiada, ktory odszedl tego lata.
Znajomosc z nim, choc krotka , jest przemilym wspomnieniem. Po kazdym spotkaniu wychodzilismy, jak po seansie filmowym - glowy pelne nowych wrazen, nowych obrazow. Swymi opowiadaniami i niezliczonymi przezyciami umilal nasze wieczory. Dla kazdego mial czas, kazdy byl dla niego godny uwagi. Mnie uraczal swymi wspomnieniami z pobytu w Polsce , o pani Mirze Zimińskiej-Sygietyńskiej i Mazowszu, w latach, w ktorych mnie jeszcze nie bylo na swiecie.
Skad w niektorych bierze sie taka wlasnie milosc do ludzi, do wszystkiego co ludzkie, chec dzielenia sie, chec dawania swego czasu?

Wczorajszy wieczor i dzisiejszy dzien moze nie maja na pozor nic ze soba wspolnego.
A jednak wywolaly we mnie nostalgie. Calkowity kontrast pomiedzy ta chwila spokoju i zastanowienia, a wirem spraw codziennych, stal sie uderzajacy i wprost bolacy.
Sila rzeczy, stojac w kosciele, uczestniczac w nabozenstwie i sluchajac pozegnalnych przemowien, refleksje same pchaja sie do glowy.
Bylam zmuszona do zatrzymania sie w codziennym biegu, do zadumy nad przemijaniem, nad trwaniem.
Nad tym, jak umiec czerpac radosc z kazdej chwili?
Jak nauczyc sie wykorzystac kazdy mijajcy dzien, tydzien?
Jak sprawic, aby wszystko nabieralo wartosci i stawalo sie godne przezycia i zapamietania?

Takie tam sobie pytania bez odpowiedzi. Przynajmniej natychmiastowej. Jestem pewna, to znaczy , ludze sie nadzieja, ze bede umiala kiedy na nie sobie sama odpowiedziec. A co z tym sie laczy, znajde sposob na to , jak byc szczesliwa. Bo to przeciez o to mi chodzi w gruncie rzeczy. Chyba..

Komentarze

mikan pisze…
Widzę, że i Ty tak ciągle w biegu...Nie odnosisz wrażenia że nasi rodzice żyli spokojniej?

Ja na chwilę zadumy mam tylko wieczorem, gdy kładę spać. I tylko wtedy.
Anonimowy pisze…
Mam nadzieję, że ja kiedyś będę warta tego, żeby wzbudzić w kimś taką choćby chwilę zastanowienia
Magda pisze…
Wieczor jest chyba wlasnie ta pora, kiedy mozna zahamowac i znalezc czas dla siebie. O ile nie zasnie sie wczesniej ;-)
Wydaje mi sie, ze masz racje piszac o innym spokojnieszym zyciu rodzicow... a moze, a moze , takie nam wlanie stwarzali warunki : spokojniejsze?
Magda pisze…
Basiu, tez bym tak chciala. Moze to jest forma przetrwania?

Popularne posty