MATRIX

Uwielbiam te krotka chwile, kiedy wczesna pora ( dzis np. o godzinie 8.20) wychodze z domu i w drodze do pracy przechodze przez miejski park w mojej dzielnicy.
Zaraz za zamykajaca sie z trzaskiem za moimi plecami bramka, znajduje sie w innej czaso-przestrzeni.
Grupki starych Chinek wykonuja choreografie T'AÏ-CHI-CHUAN na duzym trawniku.
Pojedynczy maratonczycy wykonuja petle dookola parku.
Pan ogrodnik grabi alejki zostawiajac w piasku slady swoich grabi.
Nerwowe golebie chodza po tych samych alejkach, nerwowo szukajac smakowitych ziarenek i odbijajac w piasku slady swych lapek.
Rodzina kaczek jeszcze spi na malym trawniku wokol oczka wodnego, ignorujac caly ten ruch.
Kloszardzi siedza na laweczkach, popalajac lub popijajac, ignorujac caly swiat.
A ja czuje sie jak w obrazkach z filmu Matrix, kiedy wszystko dookola odbywa sie w zwolnionym tempie, i tylko Neo przemierza czas i przestrzen.
Czuje sie jak Neo, przechodzac przez ten park, a zwolnione i senne ruchy Chinek poteguja jeszcze to wrazenie.
Poczym docieram do przeciwleglej bramki, ktora z halasem zamyka za mna tamten swiat.

I docieram do mojego biura, otwieram drzwi, jestem pierwsza - uwielbiam!-otwieram okna i wlaczam wentylator, bo duchota niemilosierna, i zapalam komputer,

i ...

I TO JUZ OSTATNI DZIEN!

Komentarze

Popularne posty