KRYSTIAN I JA
Powiedzialam sobie, ze byloby naprawde swietnie, gdyby poczatek sezonu teatralnego byl dla mnie mobilizatorem do powrotu do tego dziennika.
Minely dwa miesiace od ostatniego wpisu. Czesto chodza mi po glowie teksty, czesto wiem, co i jak chcaialbym napisac, i czesto brakuje mi czasu lub energii. Ta poczatkowa ochota rozpuszcza sie w codziennosci. Musze cwiczyc moja wole. To tez bedzie pasowac poza tym kontekstem.
Wczoraj w Teatrze Miejskim widzialam premiere sztuki Krystiana Lupy "Miasto snu". W wersji skroconej , wystawianej w tygodniu, trwa ona tylko cztery godziny. W wersji week endowej - szesc.
Moje dwie kolezanki wytrwaly do pierwszego antraktu, trzecia do drugiego. Zostalam sama. W sali oproznionej z polowy widzow.
Moge zrozumiec.
Sztuka po polsku.
Tlumaczenie bylo dobre, ale czesto nie pokrywalo sie z glosami aktorow. To przesuniecie moglo zniechecic niejednego.
Tempo akcji, jesli takowa istniala, bylo slimacze.
Dekoracja minimalistyczna - gole,betonowe sciany, biala, metalowa struktura, sluzaca za mownice.
Nie chce opisywac sztuki, ani dlaczego i w jaki sposob Lupa postanowil wrocic do tego tematu. Wszystko to mozna znalezc w sieci, tutaj linka do TR Warszawa.
Nie wiem, czy to ma do rzeczy, ale moja polska dusza poczula sie zahipnotyzowana. Totalnie pod wrazeniem.
Tej calej polskosci bijacej ze sceny w centrum Paryza. Dumna taka bardzo bylam, wsrod tego francuskojezycznego tlumu. Ale przyznam , ze i polski czesto bylo slychac. Przyszlismy wspierac naszych!
Ze wzrokiem wbitym w scene i moze nawet z otwarta buzia wszystko to chlonelam.
Gre aktorow.
Wspaniala. Kazdy , co do jednego warty oskara. Moja ulubienica z miejsca stala sie ta, ktorej nie moge dojsc nigdzie do nazwiska. Kto to ? Z takim hipnotyzujacym glosem. Ni to dziecko, ni kobieta. Kto to? To ona stoi na drugim zdjeciu, w samym centrum bialego szkieletu kostki.
Chyba w koncu znalazlam, to chyba Sandra Korzeniak. Jej specyficzny glos, jest nie do zapomnienia.
Druga swietna, ale swietna to wzgledne slowo, poniewaz, tam wszyscy byli swietni. Wiec moja druga ulubienica to Maria Maj. No, jak dla mnie , to rewelacyjna.
I wymienie tylko jednego pana, choc moglabym wszystkich. Chodzi mi o Jana Dravnela. Jego wejscie na scene, ubranego jedynie w sredniowieczne, avangardowe buty, bylo jak swieze powietrze po letnim deszczu. No i skad ten lwowski akcent?
Polski jezyk.
Chcialabym moc nagrac ten tekst i sobie go puszczac do spania.
Choc wiem, ze autorem tekstu jest Kubin, ale tak dobrze bylo uslyszec tyle polskiej mowy. Takiej , hmm, solidnej polskiej mowy.
Zapisywalam te frazy, ktore mnie zaintrygowaly. Polmrok na sali pozwolil na taka ekstawagancje.
I oto moje perelki :
- Dlaczego nie masz pieniedzy? Bo mam zone.
- Nie umiesz odpowiedziec, to zdejmij spodnie.
- Wiesz dlaczego robimy spektakl? Nie wiem.
Wrocilam jakas taka pozytywnie podladowana, choc totalnie wessana w wir nostalgii.
Minely dwa miesiace od ostatniego wpisu. Czesto chodza mi po glowie teksty, czesto wiem, co i jak chcaialbym napisac, i czesto brakuje mi czasu lub energii. Ta poczatkowa ochota rozpuszcza sie w codziennosci. Musze cwiczyc moja wole. To tez bedzie pasowac poza tym kontekstem.
Wczoraj w Teatrze Miejskim widzialam premiere sztuki Krystiana Lupy "Miasto snu". W wersji skroconej , wystawianej w tygodniu, trwa ona tylko cztery godziny. W wersji week endowej - szesc.
Moje dwie kolezanki wytrwaly do pierwszego antraktu, trzecia do drugiego. Zostalam sama. W sali oproznionej z polowy widzow.
Moge zrozumiec.
Sztuka po polsku.
Tlumaczenie bylo dobre, ale czesto nie pokrywalo sie z glosami aktorow. To przesuniecie moglo zniechecic niejednego.
Tempo akcji, jesli takowa istniala, bylo slimacze.
Dekoracja minimalistyczna - gole,betonowe sciany, biala, metalowa struktura, sluzaca za mownice.
Nie chce opisywac sztuki, ani dlaczego i w jaki sposob Lupa postanowil wrocic do tego tematu. Wszystko to mozna znalezc w sieci, tutaj linka do TR Warszawa.
Nie wiem, czy to ma do rzeczy, ale moja polska dusza poczula sie zahipnotyzowana. Totalnie pod wrazeniem.
Tej calej polskosci bijacej ze sceny w centrum Paryza. Dumna taka bardzo bylam, wsrod tego francuskojezycznego tlumu. Ale przyznam , ze i polski czesto bylo slychac. Przyszlismy wspierac naszych!
Ze wzrokiem wbitym w scene i moze nawet z otwarta buzia wszystko to chlonelam.
Gre aktorow.
Wspaniala. Kazdy , co do jednego warty oskara. Moja ulubienica z miejsca stala sie ta, ktorej nie moge dojsc nigdzie do nazwiska. Kto to ? Z takim hipnotyzujacym glosem. Ni to dziecko, ni kobieta. Kto to? To ona stoi na drugim zdjeciu, w samym centrum bialego szkieletu kostki.
Chyba w koncu znalazlam, to chyba Sandra Korzeniak. Jej specyficzny glos, jest nie do zapomnienia.
Druga swietna, ale swietna to wzgledne slowo, poniewaz, tam wszyscy byli swietni. Wiec moja druga ulubienica to Maria Maj. No, jak dla mnie , to rewelacyjna.
I wymienie tylko jednego pana, choc moglabym wszystkich. Chodzi mi o Jana Dravnela. Jego wejscie na scene, ubranego jedynie w sredniowieczne, avangardowe buty, bylo jak swieze powietrze po letnim deszczu. No i skad ten lwowski akcent?
Polski jezyk.
Chcialabym moc nagrac ten tekst i sobie go puszczac do spania.
Choc wiem, ze autorem tekstu jest Kubin, ale tak dobrze bylo uslyszec tyle polskiej mowy. Takiej , hmm, solidnej polskiej mowy.
Zapisywalam te frazy, ktore mnie zaintrygowaly. Polmrok na sali pozwolil na taka ekstawagancje.
I oto moje perelki :
- Dlaczego nie masz pieniedzy? Bo mam zone.
- Nie umiesz odpowiedziec, to zdejmij spodnie.
- Wiesz dlaczego robimy spektakl? Nie wiem.
Wrocilam jakas taka pozytywnie podladowana, choc totalnie wessana w wir nostalgii.





Komentarze