KOT I MY

W Paryzu trwa wlasnie jedenasta "Biala Noc", a my siedzimy w domu.
Sluchamy deszczu w kominku.
I martwimy sie o nowego czlonka rodziny, kociaka, ktorego dzis zaadoptowalismy.
Siedzi ta biala, wystraszona kuleczka pod lozkiem.
Kiedy go wyciagam, to na mnie prycha.
Kiedy go stawiam przed jedzeniem, to niepewnie na mnie patrzy i wraca, szurajac brzuchem, pod lozko.
Kiedy proponuje mu kuwete, to sie w niej kladzie z zamiarem zostania na stale.
A ponoc tak szybko mial sie zadomowic...
Ma na imie Harry Potter. I urodzil sie 13 lipca. Tak , jak Sasza. Dlatego tez jest nasz.
Znaczy sie na razie jest "podlozkowy".

 

Komentarze

mikan pisze…
Spokojnie, przyzwyczai się. Potrzebuje czasu na oswojenie. Gwarantuję, że będzie dobrze. Moja koleżanka dostała kota w spadku. Przez trzy tygodnie nie wychodził z pralki, jadł raz na trzy dni. Teraz to dusza towarzystwa i można z nim robić wszystko :) Fajne kocisko macie!
Magda pisze…
Magdo, ta aklimatyzacja trwala 1,5 dnia. Szybko w porownaniu, do sytuacji, o ktorej piszesz. teraz jest juz takim prawdziwym domowym kociakiem :-)

Popularne posty