POWTORKA Z ROZRYWKI
Dorosli mieszkancy miasta Paryza moga korzystac z szerokiej oferty kursow wieczorowych.
Odbywaja sie one w szkolach po godzinach lekcyjnych – stad te wieczorowe godziny.
Swego czasu, bylo to juz 9 lat temu, doszlam do wniosku, ze moja nieistniejaca znajomosc jezyka angielskiego, jest wprost nieprzyzwoita i postanowilam zapisac sie na taki wieczorowy kurs.
Zostalam przyjeta i z entuzjazmem zaczelam uczeszczac na owe zajecia.
Niestety trafilam na nauczyciela, ktory zaczal ze mna flirtowac, co bylo mi akurat nie na reke. Zdezertowalam z placu boju. Nie skonczylam mojego szkolenia. Pozostalo mi na dlugie lata uczucie niesmaku i niedosytu. I oczywiscie angielski w stanie zerowym.
W tym roku, zebralam sie ponownie w sobie i wyslalam moja kandydature.
Od jakiegos juz czasu zagoscilo sie we mnie uczucie stagnacji … Nie wiem czemu to przypisac ? Moze po troszke sytuacji zawodowej, moze po troszke mojemu wiekowi ? Badz co badz zadecydowalam, ze potrzebne jest mi doksztalcenie. Poznanie czegos nowego, zdobycie nowych kompetencji, rozwijanie sie jednym slowem.
Zostalam przyjeta na angielski.
Stawilam sie w wyznaczonym terminie na pierwsza lekcje.
Musze wtracic, ze szkola , w ktorej odbywa sie kurs, jest ta sama szkola, do ktorej uczeszcza moje dziecie. Wybralam ja poniewaz jest blisko pracy i blisko domu. To, ze Sasza jest tam takze uczniem, jest przypadkiem.
A wiec pierwsza lekcja …
Klasa na drugim pietrze, pierwsza po prawej stronie.
Wchodze, i staje jak zamurowana na progu.
Ten sam nauczyciel ! ten sam sprzed 9 lat.
Jest tu i teraz.
Przyznam, ze nie spodziewalam sie takiego przypadku. A nawet przyznam, ze zapisujac sie na kurs, przeszlo mi przez mysl, ze jest niemozliwoscia trafienie na te sama osobe, po tylu latach i w innym miejscu.
Niestety przeliczylam sie.
Co zrobilam ?
Przelknelam narastajaca w gardle gule strachu.
Dzielnie weszlam, dzielnie przebrnelam przez pierwsza i druga lekcje.
Jak do tej pory wydaje mi sie , ze nie zostalam rozpoznana.
I wydaje mi sie, ze nawet jesli mialby mnie zdemaskowac, to przeciez nic takiego, bo jestem teraz zahartowana w bojach i uodporniona na wszelkie ataki.
Do boju !
To znaczy, mialam napisac : Do nauki angielskiego!
Odbywaja sie one w szkolach po godzinach lekcyjnych – stad te wieczorowe godziny.
Swego czasu, bylo to juz 9 lat temu, doszlam do wniosku, ze moja nieistniejaca znajomosc jezyka angielskiego, jest wprost nieprzyzwoita i postanowilam zapisac sie na taki wieczorowy kurs.
Zostalam przyjeta i z entuzjazmem zaczelam uczeszczac na owe zajecia.
Niestety trafilam na nauczyciela, ktory zaczal ze mna flirtowac, co bylo mi akurat nie na reke. Zdezertowalam z placu boju. Nie skonczylam mojego szkolenia. Pozostalo mi na dlugie lata uczucie niesmaku i niedosytu. I oczywiscie angielski w stanie zerowym.
W tym roku, zebralam sie ponownie w sobie i wyslalam moja kandydature.
Od jakiegos juz czasu zagoscilo sie we mnie uczucie stagnacji … Nie wiem czemu to przypisac ? Moze po troszke sytuacji zawodowej, moze po troszke mojemu wiekowi ? Badz co badz zadecydowalam, ze potrzebne jest mi doksztalcenie. Poznanie czegos nowego, zdobycie nowych kompetencji, rozwijanie sie jednym slowem.
Zostalam przyjeta na angielski.
Stawilam sie w wyznaczonym terminie na pierwsza lekcje.
Musze wtracic, ze szkola , w ktorej odbywa sie kurs, jest ta sama szkola, do ktorej uczeszcza moje dziecie. Wybralam ja poniewaz jest blisko pracy i blisko domu. To, ze Sasza jest tam takze uczniem, jest przypadkiem.
A wiec pierwsza lekcja …
Klasa na drugim pietrze, pierwsza po prawej stronie.
Wchodze, i staje jak zamurowana na progu.
Ten sam nauczyciel ! ten sam sprzed 9 lat.
Jest tu i teraz.
Przyznam, ze nie spodziewalam sie takiego przypadku. A nawet przyznam, ze zapisujac sie na kurs, przeszlo mi przez mysl, ze jest niemozliwoscia trafienie na te sama osobe, po tylu latach i w innym miejscu.
Niestety przeliczylam sie.
Co zrobilam ?
Przelknelam narastajaca w gardle gule strachu.
Dzielnie weszlam, dzielnie przebrnelam przez pierwsza i druga lekcje.
Jak do tej pory wydaje mi sie , ze nie zostalam rozpoznana.
I wydaje mi sie, ze nawet jesli mialby mnie zdemaskowac, to przeciez nic takiego, bo jestem teraz zahartowana w bojach i uodporniona na wszelkie ataki.
Do boju !
To znaczy, mialam napisac : Do nauki angielskiego!


Komentarze
Madzia, fakt! Powinnam byla w ten dzien zagrac w loto, zeby wykorzystac to "szczescie" :-)
Kiedyś przed laty do firmy w której pracowałam, w zupełnie innym końcu naszego miasta, przychodził jako klient pewien chłopak. Po pracy chciał się ze mna umawiac i... takie tam ;-))).
Nie byłam zainteresowana i zniknał mi z oczu. Ale nazwisko miał tak charakterystyczne, że zapamiętałam...
Kiedy czytałam nazwiska dzieci w klasie Stasia... drgnęłam przy jednym... to było TO nazwisko... Ale, przecież, mimo wszystko wiele osób mogłoby je nosić. Widziałam jednak ojca tej dziewczynki. To był ON... o kilkanaście lat starszy niby, ale niezmieniony...
Kilka dni temu Staś powiedział, że wychowawczyni przesadziła go właśnie obok tej dziewczynki ;-)))
Dziekuje, ze sie podzielilas Twoja przygoda, bede sie czuc mniej odosobniona. I myslec, ze tak na prawde, to przypadki nie istnieja ;-) Sciskam Cie moooocno!