PANIENKA Z OKIENKA
Czy juz wspominalam , ze z okien naszego czwartego pietra roztacza sie zpierajacy dech w piersiach widok na boisko szkolne naszej latorosli?
Moze sie komus ta sytuacja wydawac banalna, jednakze w tutejszym kontekscie, polozenie takie jest raczej rzadkoscia.
Otoz wiekszosc budynkow szkolnych jest zbudowana na zasadzie zamknietej od zewnatrz bryly, otwierajacej sie na centralny dziedziniec. Cos w stylu muzulmanskich tradycyjnych domow .
Rodzice i ogolnie osoby nie majace nic wspolnego ze szkola, moga jedynie podziwiac jej zewnetrzne sciany – te widoczne od strony ulicy. Rano i wieczorem drzwi wejsciowe sa otwarte i dziecka smigaja do lub z. Nie mozna ani z nimi , ani po nie wejsc do srodka.
Tak wiec , od kiedy zaczelismy uczeszczac do zerowki razem z naszym Synkiem, spedzam codziennie rano przy oknie 20 minut obserwujac dzieci biegajace po boisku i czekajace na dzwonek. Kiedy w koncu zaczyna dzwonic, rozlega sie ogolny pisk, dziecka ustawiaja sie klasami na boisku w oczekiwaniu na kadre nauczycielska.
Owa kadra wkracza dostojnym krokiem, sciskajac pod pachami teczki, zeszyty czy tez inne papierzyska, podchodzi do swej klasy i na jej czele wedruje do sali lekcyjnej.
Zazwyczaj, wtedy odklejam nos od szyby, lub zamykam okno i spokojna, ze dziecko jest pod dobra opieka, moge oddac sie innym zajeciom.
Dzis po odprowadzeniu dziecka, usciskaniu i pozegnaniu z nim, spotkalam mame-kolezanke. Zaprosilam ja do nas na gore na poranna filizanke herbaty.
Po dotarciu do mieszkania ( zajelo nam to 2 minuty) otworzylysmy sobie okno, oparlysmy sie lokciami o balustradke i obserwowalysmy nasze dziatki.
Niczym w Mupett Show dwa stare dziadki na balkonie.
Przez pierwsze dwie minutki nic sie nie dzialo – bylysmy incognito.
Nagle , syn mojej kolezanki, poczul jej obecnosc i natezone spojrzenie, zadarl glowe do gory i ujrzal swoja mame. Zaczal do niej machac i podskakiwac.
Na co , moj, ktory stal tuz obok swojego kolegi, tez zadarl glowe , zaczal machac rekoma, robic grymasy i podskakiwac.
Po czym cala skupiona wokol grupka zadarla do gory glowy i tez nam zaczela machac i podskakiwac.
Zrobilo sie ogolne machanie do siebie.
Po pewnej chwili machaly do nas juz rozne dzieci z roznych klas, ktorych nie znamy.
Bylo milo i wesolo.
Pomachalysmy takze do pani nauczycielki, ktora juz zdazyla przyjsc na boisko po swoja klase – w miedzy czasie bowiem zadzwonil juz dwonek i dziecka zdazyly ustawic sie w grupki, ciagle do nas machajac.
Pani nauczycielka, nie tracila czasu na odpowiedz na nasze przyjazne gesty, zabrala sie i dziecka, i tyle ich widzialysmy.
Spektakl sie skonczyl, zamknelam okno, bo trzeba przyznac, ze machac jest milo, ale trzeba wrocic do codziennych obowiazkow.
Moja kolezanka-mama podziekowala mi za tyle porannych emocji, mowiac, ze czula sie , jak sama krolowa angielska.
A mnie przypominaja sie dawne , zamierzchle czasy, kiedy to ja machalam zza przedszkolnego ogrodzenia do mojej Babci i Dziadka.
Historia sie powtarza.
Moze sie komus ta sytuacja wydawac banalna, jednakze w tutejszym kontekscie, polozenie takie jest raczej rzadkoscia.
Otoz wiekszosc budynkow szkolnych jest zbudowana na zasadzie zamknietej od zewnatrz bryly, otwierajacej sie na centralny dziedziniec. Cos w stylu muzulmanskich tradycyjnych domow .
Rodzice i ogolnie osoby nie majace nic wspolnego ze szkola, moga jedynie podziwiac jej zewnetrzne sciany – te widoczne od strony ulicy. Rano i wieczorem drzwi wejsciowe sa otwarte i dziecka smigaja do lub z. Nie mozna ani z nimi , ani po nie wejsc do srodka.
Tak wiec , od kiedy zaczelismy uczeszczac do zerowki razem z naszym Synkiem, spedzam codziennie rano przy oknie 20 minut obserwujac dzieci biegajace po boisku i czekajace na dzwonek. Kiedy w koncu zaczyna dzwonic, rozlega sie ogolny pisk, dziecka ustawiaja sie klasami na boisku w oczekiwaniu na kadre nauczycielska.
Owa kadra wkracza dostojnym krokiem, sciskajac pod pachami teczki, zeszyty czy tez inne papierzyska, podchodzi do swej klasy i na jej czele wedruje do sali lekcyjnej.
Zazwyczaj, wtedy odklejam nos od szyby, lub zamykam okno i spokojna, ze dziecko jest pod dobra opieka, moge oddac sie innym zajeciom.
Dzis po odprowadzeniu dziecka, usciskaniu i pozegnaniu z nim, spotkalam mame-kolezanke. Zaprosilam ja do nas na gore na poranna filizanke herbaty.
Po dotarciu do mieszkania ( zajelo nam to 2 minuty) otworzylysmy sobie okno, oparlysmy sie lokciami o balustradke i obserwowalysmy nasze dziatki.
Niczym w Mupett Show dwa stare dziadki na balkonie.
Przez pierwsze dwie minutki nic sie nie dzialo – bylysmy incognito.
Nagle , syn mojej kolezanki, poczul jej obecnosc i natezone spojrzenie, zadarl glowe do gory i ujrzal swoja mame. Zaczal do niej machac i podskakiwac.
Na co , moj, ktory stal tuz obok swojego kolegi, tez zadarl glowe , zaczal machac rekoma, robic grymasy i podskakiwac.
Po czym cala skupiona wokol grupka zadarla do gory glowy i tez nam zaczela machac i podskakiwac.
Zrobilo sie ogolne machanie do siebie.
Po pewnej chwili machaly do nas juz rozne dzieci z roznych klas, ktorych nie znamy.
Bylo milo i wesolo.
Pomachalysmy takze do pani nauczycielki, ktora juz zdazyla przyjsc na boisko po swoja klase – w miedzy czasie bowiem zadzwonil juz dwonek i dziecka zdazyly ustawic sie w grupki, ciagle do nas machajac.
Pani nauczycielka, nie tracila czasu na odpowiedz na nasze przyjazne gesty, zabrala sie i dziecka, i tyle ich widzialysmy.
Spektakl sie skonczyl, zamknelam okno, bo trzeba przyznac, ze machac jest milo, ale trzeba wrocic do codziennych obowiazkow.
Moja kolezanka-mama podziekowala mi za tyle porannych emocji, mowiac, ze czula sie , jak sama krolowa angielska.
A mnie przypominaja sie dawne , zamierzchle czasy, kiedy to ja machalam zza przedszkolnego ogrodzenia do mojej Babci i Dziadka.
Historia sie powtarza.


Komentarze