MAM KOLEŻANKE
Juz od prawie osmiu lat.
Tej samej narodowosci, tej samej profesji, w tym samym miescie, w mniej wiecej tym samym wieku.
Spotkalysmy sie sila rzeczy , jak magnesy, co sie przyciagaja, dwa pola, jedno minusowe, jedno plusowe.
Jestesmy tak rozne od siebie, ze trudno nam znalezc czesc wspolna, a mimo tego dazymy do siebie.
Nasze uklady sa rozne, raz bardziej przyjacielskie, raz tylko kolezenskie.
Moja kolezanka jest KOBIETA.
Kobieta rownouprawniona, wyzwolona, niezalezna, ambitna, wysportowana, wyemancypowana, aktywna, kulturalna ,wszechwiedzaca i interesujaca sie wszystkim. Nie znam innej osoby takiej, jak ona.
Moja kolezanka budujac szpital, poprosila o asystowanie przy cesarce.
Moja kolezanka z badawcza ciekawoscia i chlodnym, naukowym zainteresowaniem przygladala sie mojemu stawaniu sie matka.
Moja kolezanka, nie wierzac do konca, ze moj wielki brzuch jest wypelniony dzieckiem, namowila mnie na kurs salsy.
Moja kolezanka, odwiedzila mnie w szpitalu, obdarowujac nowonarodzonego Saszke karuzela z drewnianymi bocianami. Mamy ja do dzis.
Moja kolezanka zapewniala, ze nie chce byc mama. Dopytujac sie jednoczesnie o wszystkie zwiazane z tym stanem przezycia.
Z pasja badacza, odkrywcy, naukowca.
Ale nigdy z uczuciem.
Wlasnie wrocilam ze spotkania z moja kolezanka.
Ma sliczny okagly, jak dojrzaly arbuz, brzuch. Wlasnie zaczela dziewiaty miesiac ciazy. Wyglada piekniej niz kiedykolwiek. W jej brzuszku siedzi maly, juz 3,5 kilogramowy Ethan.
Poniewaz wystapila u niej cukrzyca, moja kolezanka od 3 miesecy jest juz na scislej diecie i poddaje sie dwutygodniowym badaniom krwi, choc nienawidzi tego zabiegu.
Poniewaz ciaza byla zle tolerowana przez jej organizm, moja kolezanka w styczniu pracowala tylko trzy dni a nastepnie zostala sila wyslana na przedwczesny urop macierzynski.
Moja kolezanka, musiala znosic upokorzenia spotykajace ja ze strony swego pracodawcy oraz klientow, ktorzy odmawiali pracy z kobieta w ciazy lub uwazali, ze jej zly stan zdrowotny jest wyimaginowany, ktorzy nagle zobaczyli w niej tylko kobiete zniewolona zla kondycja, a nie kompetentnego i poswiecajacego sie pracownika.
Kiedy zobaczylam ja pierwszy raz w ciazy, bylam nia wzruszona, az do lez.
Byla ostatnia osoba, ktora wedlug mnie chcialaby stac sie Mama.
W zaciszu jej mieszkania, zastalam kogos nowego, a jednoczesnie caly czas te sama kolezanke. Ktos nowy sie w niej urodzil. I nie jest to Ethan.
Mysle, ze urodzilo sie w niej macierzynstwo.
Kiedy pisze te slowa, uswiadamiam sobie jednoczesnie, ze w jej charakterze lezy zglebianie zagadnien az do dna. Macierzynstwo nalezy do jednych z nich. Doswiadczenie, o ktorym zbierala wiadomosci, ale jedynym sposobem na poznanie i zrozumienie calkowite , bylo zaznanie go we wlasnym ciele.
Ciesze sie, ze zrobila ten krok.
Ciesze sie, ze nie przeszla obok. Choc wiem, ze jest to sprawdzian z samej siebie, przed sama soba. Najtrudniejszy.
Ciesze sie, dlatego, ze moja kolezanka stala sie jeszcze doskonalsza niz byla. Bardziej ludzka, bardziej prawdziwa i bardziej mi bliska.
Tej samej narodowosci, tej samej profesji, w tym samym miescie, w mniej wiecej tym samym wieku.
Spotkalysmy sie sila rzeczy , jak magnesy, co sie przyciagaja, dwa pola, jedno minusowe, jedno plusowe.
Jestesmy tak rozne od siebie, ze trudno nam znalezc czesc wspolna, a mimo tego dazymy do siebie.
Nasze uklady sa rozne, raz bardziej przyjacielskie, raz tylko kolezenskie.
Moja kolezanka jest KOBIETA.
Kobieta rownouprawniona, wyzwolona, niezalezna, ambitna, wysportowana, wyemancypowana, aktywna, kulturalna ,wszechwiedzaca i interesujaca sie wszystkim. Nie znam innej osoby takiej, jak ona.
Moja kolezanka budujac szpital, poprosila o asystowanie przy cesarce.
Moja kolezanka z badawcza ciekawoscia i chlodnym, naukowym zainteresowaniem przygladala sie mojemu stawaniu sie matka.
Moja kolezanka, nie wierzac do konca, ze moj wielki brzuch jest wypelniony dzieckiem, namowila mnie na kurs salsy.
Moja kolezanka, odwiedzila mnie w szpitalu, obdarowujac nowonarodzonego Saszke karuzela z drewnianymi bocianami. Mamy ja do dzis.
Moja kolezanka zapewniala, ze nie chce byc mama. Dopytujac sie jednoczesnie o wszystkie zwiazane z tym stanem przezycia.
Z pasja badacza, odkrywcy, naukowca.
Ale nigdy z uczuciem.
Wlasnie wrocilam ze spotkania z moja kolezanka.
Ma sliczny okagly, jak dojrzaly arbuz, brzuch. Wlasnie zaczela dziewiaty miesiac ciazy. Wyglada piekniej niz kiedykolwiek. W jej brzuszku siedzi maly, juz 3,5 kilogramowy Ethan.
Poniewaz wystapila u niej cukrzyca, moja kolezanka od 3 miesecy jest juz na scislej diecie i poddaje sie dwutygodniowym badaniom krwi, choc nienawidzi tego zabiegu.
Poniewaz ciaza byla zle tolerowana przez jej organizm, moja kolezanka w styczniu pracowala tylko trzy dni a nastepnie zostala sila wyslana na przedwczesny urop macierzynski.
Moja kolezanka, musiala znosic upokorzenia spotykajace ja ze strony swego pracodawcy oraz klientow, ktorzy odmawiali pracy z kobieta w ciazy lub uwazali, ze jej zly stan zdrowotny jest wyimaginowany, ktorzy nagle zobaczyli w niej tylko kobiete zniewolona zla kondycja, a nie kompetentnego i poswiecajacego sie pracownika.
Kiedy zobaczylam ja pierwszy raz w ciazy, bylam nia wzruszona, az do lez.
Byla ostatnia osoba, ktora wedlug mnie chcialaby stac sie Mama.
W zaciszu jej mieszkania, zastalam kogos nowego, a jednoczesnie caly czas te sama kolezanke. Ktos nowy sie w niej urodzil. I nie jest to Ethan.
Mysle, ze urodzilo sie w niej macierzynstwo.
Kiedy pisze te slowa, uswiadamiam sobie jednoczesnie, ze w jej charakterze lezy zglebianie zagadnien az do dna. Macierzynstwo nalezy do jednych z nich. Doswiadczenie, o ktorym zbierala wiadomosci, ale jedynym sposobem na poznanie i zrozumienie calkowite , bylo zaznanie go we wlasnym ciele.
Ciesze sie, ze zrobila ten krok.
Ciesze sie, ze nie przeszla obok. Choc wiem, ze jest to sprawdzian z samej siebie, przed sama soba. Najtrudniejszy.
Ciesze sie, dlatego, ze moja kolezanka stala sie jeszcze doskonalsza niz byla. Bardziej ludzka, bardziej prawdziwa i bardziej mi bliska.


Komentarze
Ucałuj C! Cieszę się:))).
Super. I Sacha będzie miał nowego kolegę! Jo.
Basiu - samo sie napisalo :-)
Mnie w kazdym razie, osobe niedzieciata i raczej ku macierzynstwu niesklonna (na pewno nie w tym dziesiecioleciu), Twoj tekst ujal i sklonil do refleksji.
Magda,jako doswiadczona już mama prawie pieciolatka wspieraj swoją kolezankę,zycze jej powodzenia.B.
Z moim prawie piecioletnim doswiadczeniem, troche wspieram, na ile moge.
Przekaze slowa otuchy!
Reine_Marguerite
Reine_Marguerite
ale co tam - też mam ochotę napisać kilka słów.
Napisałaś Magdaleno o czymś niezwykle ważnym. Napisałaś o dotyku rzeczywistości. Ileż razy zapierałem się, że "to" czy "owo" NIE jest dla mnie. Nie zliczę ile razy! Zapierałem się, że mnie owe "To" nie dotyczy, że się nie nadaję, że nie pasuje do mojego świata. Po czasie okazało się, że nie tylko DOTYCZYŁO, ale świetnie PASOWAŁO. Nie mówię konkretnie o "Tym" lub "Owym", a zwłaszcza nie mówię o ciąży - na szczęście, "To" jest poza zasięgiem facetów :), ale o każdym naszym wyobrażeniu jakie mamy dzisiaj, a które dotyczy jutra.
ps
zgodzę się z basiab-em - pięknie piszesz