MOJE DZIECKO ...
... powoli sie zmienia, systematycznie rozszerza swoje horyzonty, nabiera nowych wiadomosci.
Rozsmieszaja go gry slow i przesada w ich uzywaniu, inne slowa wprawiaja go w smutek i zada, aby tak do niego nie mowic.
Kiedy ostatnio rozplakal sie nie wiedzec dlaczego, i nieopatrznie powiedzialam, ze jest mazgajem, wywolalo to u niego reakcje jeszcze wiekszej rozpaczy. Przez lzy wydukal, ze nie chce, zebym tak go nazywala, bo to jest bardzo brzydkie slowo.
Ciag dalszy tej samej sprzeczki miedzy nami byl nie mniej zaskakujacy.
W ostatecznosci , uslyszalam :
- Jak mnie nie przeprosisz, to pojde mieszkac gdzie indziej.
Wymyka mi sie kontrola nad sytuacja. Jak moglam tak go skrzywdzic?
Czy kiedykolwiek cokolwiek kontrolowalam? Oto jest prawdziwe pytanie.
Zdaje mi sie, ze sa wlasnie okolicznosci, w ktorych Sasza nie potrafi jeszcze zrozumiec i ocenic swojego postepowania. Wymaga ode mnie przeprosin, podczas gdy wlasnie to ja ich oczekuje.
Kiedy spokojnie i cierpliwie tlumacze, proszac aby patrzal mi w oczy i sluchal mnie, wtedy dopiero udaje mi sie do niego dotrzec, czuje, ze zrozumial.
I sam z siebie przeprasza i koronuje wszystko slodkim cmokiem.
Takie chwile sa dla mnie wazne, zblizaja nas i jednoczesnie pozwalaja postepowac naprzod.
Satysfakcja jest tym wieksza, im wieksze sa wyrzuty sumienia.
Z powodu malej ilosci czasu jaka mam dla niego.
Z powodu tych dni, kiedy widze go jedynie spiacego jeszcze lub juz.
Z powodu moich zlych humorow, ktore nie sa z jego winy, a na nim sie skupiaja.
Dlatego, ze nie jestem taka mama, jaka chcialabym byc, jakiej obraz mam zaszczepiony w moich wspomnieniach.
Rozsmieszaja go gry slow i przesada w ich uzywaniu, inne slowa wprawiaja go w smutek i zada, aby tak do niego nie mowic.
Kiedy ostatnio rozplakal sie nie wiedzec dlaczego, i nieopatrznie powiedzialam, ze jest mazgajem, wywolalo to u niego reakcje jeszcze wiekszej rozpaczy. Przez lzy wydukal, ze nie chce, zebym tak go nazywala, bo to jest bardzo brzydkie slowo.
Ciag dalszy tej samej sprzeczki miedzy nami byl nie mniej zaskakujacy.
W ostatecznosci , uslyszalam :
- Jak mnie nie przeprosisz, to pojde mieszkac gdzie indziej.
Wymyka mi sie kontrola nad sytuacja. Jak moglam tak go skrzywdzic?
Czy kiedykolwiek cokolwiek kontrolowalam? Oto jest prawdziwe pytanie.
Zdaje mi sie, ze sa wlasnie okolicznosci, w ktorych Sasza nie potrafi jeszcze zrozumiec i ocenic swojego postepowania. Wymaga ode mnie przeprosin, podczas gdy wlasnie to ja ich oczekuje.
Kiedy spokojnie i cierpliwie tlumacze, proszac aby patrzal mi w oczy i sluchal mnie, wtedy dopiero udaje mi sie do niego dotrzec, czuje, ze zrozumial.
I sam z siebie przeprasza i koronuje wszystko slodkim cmokiem.
Takie chwile sa dla mnie wazne, zblizaja nas i jednoczesnie pozwalaja postepowac naprzod.
Satysfakcja jest tym wieksza, im wieksze sa wyrzuty sumienia.
Z powodu malej ilosci czasu jaka mam dla niego.
Z powodu tych dni, kiedy widze go jedynie spiacego jeszcze lub juz.
Z powodu moich zlych humorow, ktore nie sa z jego winy, a na nim sie skupiaja.
Dlatego, ze nie jestem taka mama, jaka chcialabym byc, jakiej obraz mam zaszczepiony w moich wspomnieniach.


Komentarze
Dzieciaki sie buntują, nie znaczy to, że jest to wina rodziców. To rozwojowe. Słuchaj Saszy, ale mu nie ustepuj tylko dlatego, żeby się czuł zadowolony. Nie tędy droga. Tłumacz mu, tak jak to robisz, słuchaj jego tłumaczeń. I zawierajcie kompromis. Musi tylko czuć Twoją bezwarunkową miłość, a jestem pewna, że taką mu dajesz. Ten wiek u dziecka potrzebuje duuuużo cierpliwości od rodzica.
U mnie jest podobnie. czasem jestem załamana, ale jak sobie poczytam na forum mamowo-dzieciowym, w którym uczestniczę, to wiem, że nie ja jedna tak mam, są przejawy buntu o wiele gorsze.
Jeszcze raz: NIE OBWINIAJ SIĘ.
Uściski dla Ciebie i małego, słodkiego buntownika :-)
Dobrze wiedziec, ze inni tez sie borykaja z tymi samymi klopotami, a niektorzy jeszcze gorszymi. Dobrze jest wiedziec, ze nie jest sie calkiem samym! Dziekuje bardzo.