NAJDZIWNIEJSZA Z MOICH PODRÓŻY
Jutro będę patrzeć na niebo i na ślady samolotów, a dziś jestem w jednym z nich, i to właśnie on kreśli swoją trasę. Może ktoś aktualnie nas widzi i zadaje sobie to samo pytanie, które zawsze przychodzi mi na myśl : dokąd prowadzą te wykresy na niebie? Pytanie retoryczne. Nie chcę wiedzieć. Wolę aby pozostało otwarte, bez odpowiedzi.
Prawdopodobnie ten ekspresowy nurek w Polskę nastraja mnie tak nostalgicznie.
Celem tych szalonych 36 godzin był zakup kotki, towarzyszki dla naszego Harry-Pottera.
Znaleźliśmy nasze cudo w Bielsku-Białej, dotrzeć tutaj to nie mały wyczyn. Drugi bohaterski krok to podróż z kotem samolotem !
Tylko nieliczne linie lotnicze dają możliwość przewozu zwierząt na pokładzie. LOT jest jedną z nich. Niestety nie dysponują bezpośrednim połączeniem z południem Polski, i tak lecąc z Paryża do Katowic, musiałam odbyć przesiadkę w Warszawie.
Na papierze funkcjonowało to pięknie, rach ciach prach i już miałam być u celu. Niestety nie biorąc pod uwagę faktu, ze samolot, jak każdy środek transportu, nie jest niezawodny, i może po ludzku być spóźniony! Spóźnienie ma to do siebie, że wykrada z rąk kontrolę nad sytuacją. I tak w moim przypadku konsekwencją dwudziestominutowego opóźnienia było stracenie połączenia Warszawa-Katowice.
Co robić w takiej sytuacji? Na nic się zdadzą nerwy, bo fakt jest faktem nieodwracalnym. Najlepiej znaleźć inne rozwiązanie, które zapewni miłe duszy poczucie kontroli.
Miła obsługa naziemna LOT'u zaproponowała dwie opcje : czekać 9 godzin na następne lotnicze połączenie ! lub zniżyć loty i wsiąść do pociągu ... byle jakiego, ściskając w dłoni, zielony kamyk, patrzeć, jak wszystko zostaje w dali - czyżby Maryla Rodowicz przewidziała moją przygodę ?
Wybrałam pociąg. Dzięki tej decyzji znalazłam się na wspaniałym warszawskim Dworcu Głównym, z największą łatwością kupiłam bilet na ekspres do Bielska-Białej , wystawiłam nos poza dworzec i znalazłam się na (prawie) przeciwko Pałacu Nauki i Kultury! No czego więcej chcieć! Taka niespodzianka gratis w podróży to samo szczęście!
Pociąg sobie jechał 5 godzin. Miałam wygodne, siedzące miejsce. Mijałam kolejne stacje, pejzaże, i coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, z tego jaka jest dziwna ta moja relacja z Polską.
Bo do mnie nie przemawia jakoś ten wizerunek aktualnego kraju. Nie porusza mnie to, ze tak bogato, ze nowocześnie, ze europejsko i światowo. Wydaje mi się to takie normalne, takie neutralne, takie jak jakaś maska, która nie pozwala zajrzeć głębiej. Cieszę się oczywiście i ogromnie jestem dumna z tego oblicza, które aktualnie Polska przedstawia. Ma czym zaimponować i zadać klina.
To, co mnie wzrusza i powoduje, że oczy mi się pocą, to te niedociągnięcia, te wady i niedoskonałości , ślady dawnych czasów, bo są dowodami na to, ze ta moja Polska istnieje, że ja z niej pochodzę, ze jestem. To mi daje poczucie przynależności, pochodzenia, korzeni.
Taki powrót do bazy swoich danych :-)
Nie spodziewałam się, ze ta podróż pociągiem wywoła takie nostalgiczne emocje.
Podróż po Frankę przerodziła się w podróż po uczuciach.
Na szczęście pociąg dojechał do Bielska-Białej , skończyłam medytować nad przemijalnoscia wszystkiego i osiągnęłam cel tego niesamowitego przedsięwzięcia.
Franka teraz wraca ze mną do Paryża.
Jak na te nasze pierwszyszych sześć wspólnie spędzonych godzin, mam o niej jak najlepszą opinię.
Franka jest cudownym kotem! Przez cala podróż leżała spokojnie w swojej podróżnej torbie, bez jednego miauknięcia.
Wywołała sensację w obydwu samolotach, a jedna pani stewardesa przyznała się, że rownież jest kociarą, rozgadała się bardzo miło i wyglądało na to, że najchętniej wzięłaby kotkę na ręce albo jeszcze lepiej, weszła z nią do torby ;-)
Kończymy powoli przelot, faza lądowania i bolących uszu w pełni.
Czeka nas teraz adaptacja w domu , adaptacja Harry Pottera, który nie spodziewa się takiej bulwersacji w swoim życiu.







Komentarze
Zachodzilismy przez tydzien w glowe co bylo nie tak. No bo utrata psiny to byla wrecz rozpacz. Pomijalismy owego hodowce , bez dowodow nie mozna nikogo posadzac...az ktoregos pieknego dnia moj malzonek zajrzal jeszcze raz do ksiazeczki zdrowia pieska i zonk.
Pan hodowca pochodzil ze Szczecina, tam tez odbieralismy zwierzatko ( z jego domu, pokazal nam matke szczeniaka), a pieczatka lekarza, ktory robil te wszystkie szczepienia i odrobaczania byla z Tarnowa. Chcialo mu sie cala POlske przejezdzac ze wzgedu na szczepienie pieska? Na dodatek hodowca nie pokazal nam wszystkich psow tylko wyniosl tego jednego, ktorego, wedlug niego mamy kupic. I weszlismy w to.... Polak potrafi nie tlylko w pozytywnym tego slowa znaczeniu, ale w negatywnym rowiez. Dla mnie taka podroz po Polsce to ludzie, bo warunki ekonomiczne sie nam faktycznie zmieniaja, ale ludzie tkwia nadal w tej swej czesto niefajnej mentalnosci:)