NOWE SCIEZKI
Juz od dawna nosze sie z tym wpisem, chce upamietnic moj pierwszy w zyciu warsztat jogi.
Praktykuje joge juz od kilku lat, od kiedy musialam zaprzestac pilates.
Znalazlam te alternatywe, choc poczatkowo bylam pelna obiekcji, obawiajac sie zwlaszcza jakiejkolwiek praktyki religijnej czy sekciarskiej tego sportu.
Aktualnie znalazlam swietna instruktorke, miejsce do praktyki jest niedaleko domu. Co tydzien jestem na zajeciach, a co rano trenuje sama przez 15 minut.
Stalam sie takim malym joginem. Zdaje mi sie, ze dzieki praktyce jogi zachowuje dobra kondycje fizyczna.
Nie szukam poznania religijnego wymiaru jogi.
Ale od kiedy uczestniczylam we wspomnanych wyzej warsztatach, joga interesuje mnie dodatkowo z punktu widzenia dyscypliny duchowej, czyli medytacji.
Emma, moja instruktorka, znalazla wspaniale miejsce na ten jesienny warsztat. Centrum szkoleniowe Mill Retreate Centre, ktore znajduje sie w niedalekiej Normandii, z dala od zgielku cywilizacji.
Jest to odrestaurowany stary mlyn, w ktorym funkcjonuje teraz centrum szkoleniowo-konferencyjne. Na miejscu jest tez jeziorko i park, czyli swietne waruki do relaksu.
Jak sie okazalo, nad calym obiektem czuwa przemily Polak, pan Pawel.
Program warsztatu zawieral codzienne trzy seanse jogi.
Dzien zaczynal sie o godzinie 7.30. Jedynie na soczku z cytryny i letniej wodzie, gromadzilismy sie jeszcze lekko zaspani w pieknej sali, na samym poddaszu, gdzie czekala juz Emma , aby wprowadzac nas w arkana medytacji.
Trzeci i ostatni seans medytacji trwal 45 minut. Bylam z siebie bardzo dumna.
Po sniadaniu i chwilce na odsapniecie wracalismy do naszej sali na poltora-godzinny seans jogi dynamicznej, takiej gdzie mozna sie spocic, stac sie czerwonym i sapac ze zmeczenia.
Na szczescie Emma jest wspaniala nauczycielka, zawsze nam przypomina, ze nie nalezy sie przeceniac, ale byc ciekawym , badac swe mozliwosci i powoli obalac limity, szukac w sobie prawdy, ze nalezy sluchac swego ciala, kazdy dzien jest inny, kazdy dzien przynosi inne osiagniecia.
Malymi kroczkami do przodu. Na mnie sie to doskonale sprawdza.
Po takim seansie, kazdy wracal do swojego pokoju, i az do wieczora mielismy spokoj z joga.
Posilki byly przygotowywane przez wspaniala kucharke, Marie-Pierre.
Ta bardzo sympatyczna pani serwowala nam kuchnie wegetarianska i ajurwedyjska.
Byl to weekend umieszczony pod znakiem calkowitego oczyszczenie organizmu, i duchowego i cielesnego.
Na wieczorny seans jogi nalezalo sie ubrac dosc cieplo, gdyz byl to seans jogi yin. Po medytacji bylo to moje drugie odkrycie. Nie znalam tej praktyki, a jak sie okazalo, doskonale mi ona podpasowala.
Jest to joga relaksujaca, medytacyjna, regenerujaca. Postury trawja dlugo, sa spokojne, chodzi w nich o glebokie rozciaganie miesni. Swietny sposob na uwalnianie napiec, idealny przed snem.
O dziesiatej wszyscy ladowali w lozkach i grzecznie spali.
Wrocilam po tym weekendzie prawdziwie odprezona, z lekka niechecia przed kontaktem z Paryzem,
oraz stanowczym postanowieniem powtorki tego eksperymentu.
Niestety od powrotu, nie mialam okazji, ani do praktyki medytacji, ani do praktyki jogi yin. Nie mam odpowiednich warunkow/czasu/motywacji.
Pamietam o tym uczuciu, kiedy medytacja czy tez yin pozwalaja, na oderwanie sie od codziennosci, na tymczasowy odpoczynek od przyziemnych mysli i na kontenplacje siebie , jakby z innego punktu widzenia. Pamietam, ze podobalo mi sie to uczucie, ze ulga i spokoj, ktore mnie ogarnialy, byly mile widziane i moj organizm przyjmowal je z radoscia.
I pamietam, ze bylam jednoczesnie bardzo zdziwiona, poczuciem winy, ktore mnie ogarnelo. Czulam sie, jak okropna egoistka, ktora zostawila meza, dziecko i kota na pastwe losu, a sama dazy do osiagania stanow zen.
Byc moze, po wieloletniej praktyce medytacji, kiedy moj umysl osiagnie swiezosc, a mysl przejrzystosc, nie bede sie czula winna.
Wszystko jeszcze przede mna.
I na zakonczenie tych wspomnien, kilka fotek z Mill Retreat Centre.
Tak wyglada Mill i jego okolice.
W parku stoja dwa stare wozy cyganskie, w ktorych mozna spac.
Nasze seanse jogi pod drewnianym sklepieniem.
I wspaniala Marie-Pierre w swoim zywiole.
Praktykuje joge juz od kilku lat, od kiedy musialam zaprzestac pilates.
Znalazlam te alternatywe, choc poczatkowo bylam pelna obiekcji, obawiajac sie zwlaszcza jakiejkolwiek praktyki religijnej czy sekciarskiej tego sportu.
Aktualnie znalazlam swietna instruktorke, miejsce do praktyki jest niedaleko domu. Co tydzien jestem na zajeciach, a co rano trenuje sama przez 15 minut.
Stalam sie takim malym joginem. Zdaje mi sie, ze dzieki praktyce jogi zachowuje dobra kondycje fizyczna.
Nie szukam poznania religijnego wymiaru jogi.
Ale od kiedy uczestniczylam we wspomnanych wyzej warsztatach, joga interesuje mnie dodatkowo z punktu widzenia dyscypliny duchowej, czyli medytacji.
Emma, moja instruktorka, znalazla wspaniale miejsce na ten jesienny warsztat. Centrum szkoleniowe Mill Retreate Centre, ktore znajduje sie w niedalekiej Normandii, z dala od zgielku cywilizacji.
Jest to odrestaurowany stary mlyn, w ktorym funkcjonuje teraz centrum szkoleniowo-konferencyjne. Na miejscu jest tez jeziorko i park, czyli swietne waruki do relaksu.
Jak sie okazalo, nad calym obiektem czuwa przemily Polak, pan Pawel.
Program warsztatu zawieral codzienne trzy seanse jogi.
Dzien zaczynal sie o godzinie 7.30. Jedynie na soczku z cytryny i letniej wodzie, gromadzilismy sie jeszcze lekko zaspani w pieknej sali, na samym poddaszu, gdzie czekala juz Emma , aby wprowadzac nas w arkana medytacji.
Trzeci i ostatni seans medytacji trwal 45 minut. Bylam z siebie bardzo dumna.
Po sniadaniu i chwilce na odsapniecie wracalismy do naszej sali na poltora-godzinny seans jogi dynamicznej, takiej gdzie mozna sie spocic, stac sie czerwonym i sapac ze zmeczenia.
Na szczescie Emma jest wspaniala nauczycielka, zawsze nam przypomina, ze nie nalezy sie przeceniac, ale byc ciekawym , badac swe mozliwosci i powoli obalac limity, szukac w sobie prawdy, ze nalezy sluchac swego ciala, kazdy dzien jest inny, kazdy dzien przynosi inne osiagniecia.
Malymi kroczkami do przodu. Na mnie sie to doskonale sprawdza.
Po takim seansie, kazdy wracal do swojego pokoju, i az do wieczora mielismy spokoj z joga.
Posilki byly przygotowywane przez wspaniala kucharke, Marie-Pierre.
Ta bardzo sympatyczna pani serwowala nam kuchnie wegetarianska i ajurwedyjska.
Byl to weekend umieszczony pod znakiem calkowitego oczyszczenie organizmu, i duchowego i cielesnego.
Na wieczorny seans jogi nalezalo sie ubrac dosc cieplo, gdyz byl to seans jogi yin. Po medytacji bylo to moje drugie odkrycie. Nie znalam tej praktyki, a jak sie okazalo, doskonale mi ona podpasowala.
Jest to joga relaksujaca, medytacyjna, regenerujaca. Postury trawja dlugo, sa spokojne, chodzi w nich o glebokie rozciaganie miesni. Swietny sposob na uwalnianie napiec, idealny przed snem.
O dziesiatej wszyscy ladowali w lozkach i grzecznie spali.
Wrocilam po tym weekendzie prawdziwie odprezona, z lekka niechecia przed kontaktem z Paryzem,
oraz stanowczym postanowieniem powtorki tego eksperymentu.
Niestety od powrotu, nie mialam okazji, ani do praktyki medytacji, ani do praktyki jogi yin. Nie mam odpowiednich warunkow/czasu/motywacji.
Pamietam o tym uczuciu, kiedy medytacja czy tez yin pozwalaja, na oderwanie sie od codziennosci, na tymczasowy odpoczynek od przyziemnych mysli i na kontenplacje siebie , jakby z innego punktu widzenia. Pamietam, ze podobalo mi sie to uczucie, ze ulga i spokoj, ktore mnie ogarnialy, byly mile widziane i moj organizm przyjmowal je z radoscia.
I pamietam, ze bylam jednoczesnie bardzo zdziwiona, poczuciem winy, ktore mnie ogarnelo. Czulam sie, jak okropna egoistka, ktora zostawila meza, dziecko i kota na pastwe losu, a sama dazy do osiagania stanow zen.
Byc moze, po wieloletniej praktyce medytacji, kiedy moj umysl osiagnie swiezosc, a mysl przejrzystosc, nie bede sie czula winna.
Wszystko jeszcze przede mna.
I na zakonczenie tych wspomnien, kilka fotek z Mill Retreat Centre.
Tak wyglada Mill i jego okolice.
W parku stoja dwa stare wozy cyganskie, w ktorych mozna spac.
Nasze seanse jogi pod drewnianym sklepieniem.
Ja i pozycja Drzewa (?).
Jadalnia i kwadratowy stol, mieszczacy naszych joginow.
I wspaniala Marie-Pierre w swoim zywiole.
.jpg)
.jpg)
.jpg)


Komentarze
A poza tym mysle, ze ja ze swoja kondycja powinnam zaczac od tai chi:)
Dziękuję Ci za poparcie :-)
Bo widzę ze masz mnie w obserwowanych blogach ;)