W LIPCU NADRABIAMY ZALEGLOSCI I ODKURZAMY WENE
Jak tak sobie klikam po znajomych blogach, to widze , ze i one maja przestoje. Nie kazdemu idzie pisanie tak latwo. Czasem ta wena jest, a czasem jej po prostu nima. Zdarza sie, ze moglam pisac , a natchnienie samo podsuwalo slowa, zdania, cale rozdzialy i mase pomyslow. A zdarza sie, ze nic. Czysta pustka. Cisza na morzu.
Chcialabym to pobudzic do zycia na nowo. Brakuje mi tego dziennika-pamietnika. Zapisywania skrawkow zycia. Wylapywania chwil.
Wiem, ze robie to dla siebie. Moja pamiec nie kwalifikuje sie do miana legendarnej pamieci i nie wpisuje sie w rodzinne tradycje , gdzie babcie opowiadaja historie z przeszlosci. Musze jej pomagac , chociazby wlasnie chwytajac te ulotne wrazenia i utrwalajac je na papierze. Wirtualnym papierze. Moze kiedys porwe sie na wydrukowanie tego pamietnika.
Ale to tylko przyszlosc. A terazniejszosc mnie przerasta. Czasem w doslownym tego slowa znaczeniu.
Z najblizszych przykladow mam ten : Sasza skonczyl 10 lat.
Jestem z niego niebywale dumna.
Kiedy patrze na tego chlopca wiecznie wpadam w podziw, ze on ze mnie pochodzi. To jest takie egoistyczne i samouwielbiajac sie , ale nie moge inaczej.
Jeszcze nie teraz.
W moich oczach jest najukochanszy, choc czesto doprowadza mnie na skraje mojej wytrzymalosci.
W moich oczach jest piekny i inteligentny, co akurat, kazda matka mysli o swoim potomstwie. Ale on cos w sobie ma. Jest inny od innych dzieci. Moze wyroznia sie ta swoja blond czupryna i niebieskimi oczami, a moze to ja szukam sobie jakichkolwiek uzasadnien.
W moich oczach jest najlepszym dzieckiem, jakie moglam miec.
Tak smutnawo i melancholijnie to wszystko wyszlo, ale to dlatego, ze dzis rano odprawilam tego dziesieciolatka na kolonie. Jutro mi minie ta apatia. Bedzie lepiej.
Mamy za soba juz dwa tygodnie wakacji letnich.
Zakonczylismy nastepny rok szkolny. Lekcje , instrumenty, obowiazki sa juz za nami. Tornistry rzucone w kat, ksiazki i zeszyty pietrza sie na biurku Saszy i czekaja, az je swymi wlasnymi raczkami posortuje, poukladam w kartony i odloze na polke. Polke , ktora najpierw musze uwolnic od balaganu ksiazkowego, ktory tam panuje. Jednym slowem, mam przed soba misje porzadkowo-czystkowa do spelnienia. W moich najsmielszych marzeniach dokonuje tego wyczynu w przeciagu czterech wieczorow, z dzisiejszym wlacznie. Na sama mysl o tym, ze czeka mnie tak urzekajacy i romantyczny powrot z pracy, nie chce mi sie wracac...
Przeskakujac na temat pracy, plynnie i zgrabnie, moge napisac, ze jestem w trudnej fazie, fazie, gdzie sie nudze. Nuda jest najgosza kara , na jaka mozna sobie zasluzyc. Trzeba odsiedziec swoje, nie mozna sie nudzic poza praca. Dlatego tez , pisze, wlasnie w godzinach pracy. Nie jest to najbardziej uczciwa postawa pracownika, ale postanawiam, ze pisze tylko do 15h30, poczym wracam do pracy.
Przez dwa tygodnie pomagalam ekipie, ktora byla w trakcie oddawania konkursu, pracowalismy bardzo duzo, nawet, co mi sie juz nie przytrafilo od wiekow, spedzilismy w pracy cala noc. Byl to wysilek, na ktory nie myslalam, ze sie jeszcze zdobede. Wyszlam calo, a nawet z pewna satysfakcja, ze jeszcze moge, konkurs oddany, mam nadzieje, ze przejdziemy do nastepnej fazy. Po tym intensywnym powrocilam do mojego szpitala, skonczylam, co mialam skonczyc, i sie nudze.
Powinnam takze zajac sie klasowaniem i sprzataniem moich dokumentow. Po wakacjach nastepuje w biurze przeprowadzka. Opuszczamy lokal , w ktorym aktualnie pracuje. Jest to aneks glownej siedziby, takie miejsce troche , jak drugi dom. Od moich poczatkow w tej firmie , pracuje w zasadzie tylko tutaj. Przezylam tu trzy projekty i osiem lat zycia.
Chcialabym to pobudzic do zycia na nowo. Brakuje mi tego dziennika-pamietnika. Zapisywania skrawkow zycia. Wylapywania chwil.
Wiem, ze robie to dla siebie. Moja pamiec nie kwalifikuje sie do miana legendarnej pamieci i nie wpisuje sie w rodzinne tradycje , gdzie babcie opowiadaja historie z przeszlosci. Musze jej pomagac , chociazby wlasnie chwytajac te ulotne wrazenia i utrwalajac je na papierze. Wirtualnym papierze. Moze kiedys porwe sie na wydrukowanie tego pamietnika.
Ale to tylko przyszlosc. A terazniejszosc mnie przerasta. Czasem w doslownym tego slowa znaczeniu.
Z najblizszych przykladow mam ten : Sasza skonczyl 10 lat.
Jestem z niego niebywale dumna.
Kiedy patrze na tego chlopca wiecznie wpadam w podziw, ze on ze mnie pochodzi. To jest takie egoistyczne i samouwielbiajac sie , ale nie moge inaczej.
Jeszcze nie teraz.
W moich oczach jest najukochanszy, choc czesto doprowadza mnie na skraje mojej wytrzymalosci.
W moich oczach jest piekny i inteligentny, co akurat, kazda matka mysli o swoim potomstwie. Ale on cos w sobie ma. Jest inny od innych dzieci. Moze wyroznia sie ta swoja blond czupryna i niebieskimi oczami, a moze to ja szukam sobie jakichkolwiek uzasadnien.
W moich oczach jest najlepszym dzieckiem, jakie moglam miec.
Tak smutnawo i melancholijnie to wszystko wyszlo, ale to dlatego, ze dzis rano odprawilam tego dziesieciolatka na kolonie. Jutro mi minie ta apatia. Bedzie lepiej.
( Z samego rana na ulicy, czekajac na transport).
Mamy za soba juz dwa tygodnie wakacji letnich.
Zakonczylismy nastepny rok szkolny. Lekcje , instrumenty, obowiazki sa juz za nami. Tornistry rzucone w kat, ksiazki i zeszyty pietrza sie na biurku Saszy i czekaja, az je swymi wlasnymi raczkami posortuje, poukladam w kartony i odloze na polke. Polke , ktora najpierw musze uwolnic od balaganu ksiazkowego, ktory tam panuje. Jednym slowem, mam przed soba misje porzadkowo-czystkowa do spelnienia. W moich najsmielszych marzeniach dokonuje tego wyczynu w przeciagu czterech wieczorow, z dzisiejszym wlacznie. Na sama mysl o tym, ze czeka mnie tak urzekajacy i romantyczny powrot z pracy, nie chce mi sie wracac...
Przeskakujac na temat pracy, plynnie i zgrabnie, moge napisac, ze jestem w trudnej fazie, fazie, gdzie sie nudze. Nuda jest najgosza kara , na jaka mozna sobie zasluzyc. Trzeba odsiedziec swoje, nie mozna sie nudzic poza praca. Dlatego tez , pisze, wlasnie w godzinach pracy. Nie jest to najbardziej uczciwa postawa pracownika, ale postanawiam, ze pisze tylko do 15h30, poczym wracam do pracy.
Przez dwa tygodnie pomagalam ekipie, ktora byla w trakcie oddawania konkursu, pracowalismy bardzo duzo, nawet, co mi sie juz nie przytrafilo od wiekow, spedzilismy w pracy cala noc. Byl to wysilek, na ktory nie myslalam, ze sie jeszcze zdobede. Wyszlam calo, a nawet z pewna satysfakcja, ze jeszcze moge, konkurs oddany, mam nadzieje, ze przejdziemy do nastepnej fazy. Po tym intensywnym powrocilam do mojego szpitala, skonczylam, co mialam skonczyc, i sie nudze.
Powinnam takze zajac sie klasowaniem i sprzataniem moich dokumentow. Po wakacjach nastepuje w biurze przeprowadzka. Opuszczamy lokal , w ktorym aktualnie pracuje. Jest to aneks glownej siedziby, takie miejsce troche , jak drugi dom. Od moich poczatkow w tej firmie , pracuje w zasadzie tylko tutaj. Przezylam tu trzy projekty i osiem lat zycia.
Moje ostatnie miejsce pracy aktualnie wyglada tak. Karton gotowy do pakowania.
Ubylo blatow, pozostaly nogi.
Harry Potter , w pelnej dwuletniej krasie, swietowal swoje urodziny razem z Saszka.


Komentarze