ZIMOWO

Igrzyska zimowe w pełni.
Przeżywamy całym sercem i na całe gardło osiągnięcia polskich sportowców.
Jesteśmy z nich niesamowicie dumni. Sasza kibicuje to Francuzom, to Polakom. Za kazdym razem, kiedy spikerzy wymawiają nazwisko Stocha albo Bródki po francusku, poprawia ich wymowę. Jestem mile zaskoczona jego nagłym patriotyzmem, który przejawia się chętnym mówieniem o polskich złotych medalach. Dzięki tym wszystkim niesamowitym ludziom, za wywołanie takiego entuzjazmu w moim małym polsko-francuskim dziecku.
Dla uscislenia muszę wyjaśnić, ze te wszystkie emocje są spotęgowane faktem, że my rownież żyjemy naszymi prywatnymi igrzyskami zimowymi.
W tym roku postawiliśmy na francuskie Pireneje. Pireneje Wschodnie, ta część bardziej nasłoneczniona.
Dzięki uprzejmości znajomych jesteśmy zakwaterowani sympatycznej miejscowości, Font-Romeu, o której to nigdy dotąd nie słyszałam. Jak się okazuje jest to centrum szkolenia sportowców, a francuski zdobywca zlotych i srebrnych olimpijskich medali, Martin Fourcade, biatlończyk, pochodzi stad i trenuje tutaj. 
Font-Romeu jest rownież znane ze swojego pieca solarnego, zbudowanego na terenie Odeillo i Font-Romeu, z racji ilości i jakości bezpośredniego naslonecznienia oraz czystości atmosfery.
Piec widzieliśmy jak narazie z daleka i przejazdem, nie wiem, czy uda się nam znaleźć czas na taką kulturalną wycieczkę, gdyż dnie spędzamy na stokach, a wieczory na masowaniu bolących łydek.
Wracajc do celu naszego pobytu, którym jest doskonalenie sztuki narciarskiej, pragnę uscislic,ze najpiękniejszych momentem w jeździe na nartach, jest chwila, w której zdejmuje się narciarskie buty po calodniowej katordze i zakłada lekkie, jak piórko buty przeciwsniegowe. Jest to nieziemska przyjemność, radość nie mająca równych sobie, warta doświadczenia choć raz. Jeśli tak jak ja , przeżywa się te nirwanę już po raz trzeci z rzędu tego samego roku, to można także zacząć lubić narty.
Ale tak prawdę mówiąc, lubię narty od samego początku.
Od tych nart w Polsce, pod okiem Taty i Mamy, z Bratem przy boku, pierwszych zjazdów z górek w parku, w welnianych, gryzących swetrach i skarpetach. Takie były nasze początki. Pózniej jeździliśmy rodzinnie w Jugosławii, w Czechoslowacji, w Szklarskiej Porębie. Cieszę się, że dzięki Rodzicom mogłam poznać ten sport.
A od pięciu lat sama mam to szczęście przekazać bakcyla mojemu synowi.
Sasza od początku był zapalony do nart. 
Teraz jeździ...szybko. Zdobywa przepisowe medale. A w tym roku , po wspólnych feriach, jedzie na kolonię narciarską. W sumie spędzi dwa tygodnie na deskach. 
Ukoronowaniem dzisiejszych wysiłków, był wyjazd do łaźni rzymskich, gdzie źródlana woda o temperaturze 40°C łagodzi wszelkie bóle reumatuczne i mięśniowe.
Wyobrażałam sobie coś o charakterze spa , bardzo z siebie zadowolona, że przyjdzie mi doświadczyć tyle rozkoszy. Jakieś było moje gorzkie rozczarowanie, kiedy okazało się, że jest to miejsce o wygodzie iście spartańskiej. Na wolnym powietrzu, zero szatni, rozbierać się należy na gołej i zimnej ziemi. Owszem opady nad wodą świadczyły o jej przyjemniej temperaturze, a zapachy siarki o opisywanych dobroczynnych właściwościach, wspaniale kamienne wanny o historycznych walorach, jednak zapadła we mnie psychologiczna blokada, i nijak nie mogłam się przemóc do rozebrania w gołym polu w środku zimy. Dzień mi się zakończył zimno i chmurzasto, kiedy patrzyłam, jak moi panowie baraszkowali w wodzie i delektowali się jej gorącem.
Już ja im jutro na stokach pokażę.











Komentarze

Popularne posty