A TAK NIEDAWNO
Okazalo sie , ze zapomnialam , jak to jest byc dzieckiem.
Uswiadomil mi to moj wlasny syn, kiedy besztalam go za jakies, juz teraz nie tak wazne czyny. Rozgoryczony rzucil we mnie tym zdaniem :
- Ale ty nie rozumiesz dzieci!
Na sekunde zatrzymal sie moj swiat.
Jak to nie rozumiem? Przeciez staram sie. Przeciez tlumacze, przeciez tlumacze wszystko jak moge, aby dac mu jak najwiecej, jeszcze i jeszcze.
Przeciez, staram sie byc cierpliwa. Przyznam, ze slabo mi to ostanio wychodzi. Zapasy sie wyczerpaly...
Przeciez...
Przeciez to nie to.
Chcialabym sie wytlumaczyc i obronic sama przed soba, ale na nic to .
Wiem , ze mial racje.
Wiem, czuje, ze powiedzial mi szczera prawde. Taka, jaka tylko dzieci potrafia dostrzec i wywlec na swiatlo dzienne.
Zamiast otworzyc oczy na jego swiat i umiec postawic sie w jego sytuacji, stoje sobie na moim piedestale doroslego i daje sobie prawo sadzenia mojego dziecka.
Co za okropnosc. Co za nonszalancja i brak szacunku dla jego osoby.
A przeciez tak niedawno, sama wykrzykiwalam , juz nie wiem czy na glos, czy w duszy , ze moi rodzice nic nie rozumieja. Pamietam jeszcze ten zal i gorycz, kiedy czulam sie taka niezrozumiana. I pamietam, co sobie wtedy przyrzekalam. Ze nie bede w tak ignorujacy sposob traktowac moich dzieci, ze nie dam sie wciagnac w schemat powtarzania zachowan.
No coz. Kleska. Na calej linii.
Jedynie co moge teraz, to pamietac o moich mlodzienczych zapewnieniach.
Uswiadomil mi to moj wlasny syn, kiedy besztalam go za jakies, juz teraz nie tak wazne czyny. Rozgoryczony rzucil we mnie tym zdaniem :
- Ale ty nie rozumiesz dzieci!
Na sekunde zatrzymal sie moj swiat.
Jak to nie rozumiem? Przeciez staram sie. Przeciez tlumacze, przeciez tlumacze wszystko jak moge, aby dac mu jak najwiecej, jeszcze i jeszcze.
Przeciez, staram sie byc cierpliwa. Przyznam, ze slabo mi to ostanio wychodzi. Zapasy sie wyczerpaly...
Przeciez...
Przeciez to nie to.
Chcialabym sie wytlumaczyc i obronic sama przed soba, ale na nic to .
Wiem , ze mial racje.
Wiem, czuje, ze powiedzial mi szczera prawde. Taka, jaka tylko dzieci potrafia dostrzec i wywlec na swiatlo dzienne.
Zamiast otworzyc oczy na jego swiat i umiec postawic sie w jego sytuacji, stoje sobie na moim piedestale doroslego i daje sobie prawo sadzenia mojego dziecka.
Co za okropnosc. Co za nonszalancja i brak szacunku dla jego osoby.
A przeciez tak niedawno, sama wykrzykiwalam , juz nie wiem czy na glos, czy w duszy , ze moi rodzice nic nie rozumieja. Pamietam jeszcze ten zal i gorycz, kiedy czulam sie taka niezrozumiana. I pamietam, co sobie wtedy przyrzekalam. Ze nie bede w tak ignorujacy sposob traktowac moich dzieci, ze nie dam sie wciagnac w schemat powtarzania zachowan.
No coz. Kleska. Na calej linii.
Jedynie co moge teraz, to pamietac o moich mlodzienczych zapewnieniach.



Komentarze
To znak "doroslych".
A dzieci? Sa fantastyczne w swojej umiejetnosci postrzegania swiata, wyciagania wnioskow i bezposredniego dostarczania feedback:):):).
Dziekuje za twoj cieplo nostalgiczny wpis.
Usciski dla Was:)