LEONARDO W LONDYNIE

Czy zdazylo sie komus zrobic cos szalonego, calkiem spontanicznego, dac sie powiesc chwili i zapamietac ja na cale zycie?Mnie wlasnie po raz pierwszy. Za goraca , ale niezobowiazujaca namowa kolezanki , wybralam sie razem z nia na jeden dzien do Londynu, aby zobaczyc wystawe malarstwa Leonardo da Vinci w National Gallery. Konczy sie ona wlasnie dzis i oczami duszy widze jeszcze te wszystkie tlumy, ktore podziwiaja  w skupieniu jego dzielo.
Prawde mowiac to nie wiedzialam nic na temat wystawy, nie znam Londynu, bylam tam jedynie raz, cale wieki temu czyli jakies 12 lat.
Wszystko to przemowilo do mnie wyraznie, ze musze tam pojechac.
W pracy latwo latwo poszlo uzgodnienie tego wolnego dnia.
Dziecie zostalo pod calodniowa opieka ojca rodziciela i niani do spolki. Okazalo sie bowiem, ze tego wlasnie dnia, jego wychowawczyni solidaryzuje sie ze strajkujacym personelem szkol, i lekcji nie ma.
Wiec pojechalam.
W kolejce wystalam sie cztery godziny. Mozna chyba porownac to do kolejek w PRL za mojej mlodosci, kiedy to szlo sie stac po szafe, na przyklad.
Bilet nabylam.
Wystawa "Leonardo da Vinci , malarz mediolanskiego dworu" obejmuje tworczosc malarza w latach 80 i 90 XV wieku. Byl to okres, w ktorym, zwiazany z dworem artysta, nie musial troszczyc sie o to, jak zaraobic na codzienny chleb, a jedynie skupic sie na swej sztuce. Powstaly wtedy najslynniejsze i najbardziej wplywowe dziela w jego karierze : "Ostatnia wieczerza", dwie wersje " Madonny w grocie" oraz przepiekny portret "Damy z gronostajem".
Jak wiadomo, Leonardo, wszechstronnie utalentowany, nie pozostawil po sobie wielu dziel malarskich. Znanych jest 15, wiec zgromadzenie az 9 w jednym miejscu jest wyczynem samym w sobie. Ponad 70 dziel, ktore byly pokazane w National Gallery, to takze szkice mistrza oraz prace jego uczniow.
Wchodzac na wystawe, wstepuje sie w inny wymiar. Panuje tutaj atmosfera przypominajaca atmosfere koscielna, powolne ruchy zwiedzajacych, ich skupione twarze, sciszone szepty. Czy to aura samego Leonarda wywoluje w nas taki respekt? Ponadczasowy artysta patrzy na nas z kazdego obrazu, jego geniusz widoczny w kazdym szkicu i rysunku, zmusza do tak wielkiego uznania.
W kazdej sali obecne sa szkice, przewija sie wsrod nich temat reki. Kazda linia, kazdy rys sa doskonale. Mozna dojrzec grubsza ilosc farby, w miejscu gdzie zaczynal swoj rys, mozna dojrzec rozmach i precyzje z jaka kreslil linie rownolegle.
W kazdej sali mozna podziwiac za kazdym razem mistrzowska technike szczegolow , piekno kompozycji i harmonie barw.
Kazde jego dzielo, nawet najmniejszy rysunek, jest warte uwagi.
Z kazdego przebija cos nieuchwytnego, cos niesamowitego, cos co sciska gardlo. Kazde wywoluje reakcje.
Ta wystawa byla jedyna, jaka pamietam, ktora sie czuje.
Opuszczajac ja zapomnialam o calym zmeczeniu, zapomnialam o codziennosci, przenioslam sie w jakis inny wymiar, ten gdzie Leonardo potrafi uchwycic "boski wdziek".

Londynskie migawki :

Na Trafalgar Square przez cztery godziny moglysmy podziwiac kolumne Nelsona oraz dalekoplanowy Big Ben.


Roznorakie style architektoniczne mieszaja sie tutaj z niewatpliwa gracja, tworzac specyficzna atmosfere i wizerunek miasta. 





Zaskoczyl mnie ten, niesamowicie podobny do budynku z Tourcoing. Choc panele metalowe zostaly zastapione szklanymi z sitodrukiem, to sama kompozycja i technika elewacji bardzo sa porownywalne.


I te czerwone pietrowe autobusy..., ale jakby bardziej nowoczesne, z napedem hybrydowym...


Slynny Tea time, chwila na nabranie sil przed wystawa.


Przed nami juz tylko Dama z Gronostajem i jej znakomity autor.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Dear Maggie,

Gratuluję impulsu!
I pomysłowej koleżanki!
Z pewnością wrażenia niezapomniane po Leonardo:). Ale chyba wrażenia z chwili oddechu również były OK.
A słodycz powrotu do domu? :):):).
Krakow pozdrawia!
Jo+Ola
Magda pisze…
Swietny taki wyjazd, uwielbiam spontaniczne wyprawy.
Magda pisze…
Impuls mnie zaskoczyl! Ale ciesze sie, ze mu uleglam. Zapomnialam, ze spontanicznosc przynosi duzo radosci.
Slodycz powrotu byla spotegowana slodyczami przemyconymi z Londynu ;-)
Anonimowy pisze…
Świetny taki wyjazd!!! A Dama z gronostajem (łasiczką) wróciła do Polski, teraz przejdzie "przegląd" i pozostanie w PL 10 lat.
W Toskanii jest miasteczko Vinci z muzeum Leonarda, ale nie dotarliśmy tam, niestety.
Pozdrawiam, Ewa T.
Magda pisze…
Ewo, a ja czytalam, ze jeszcze bedzie podrozowac, min bedzie w Niemczech, zanim wroci do Krakowa... Moze jej plany ulegly zmainie? ;-)
Leonardo, poniewaz nie mial nazwiska po ojcu, zostal nazwany " z miasta Vinci" = da Vinci :-)

Popularne posty