LA RENTREE

Nadszedl czas na powrot.
Powrot do obowiazkow, powrot do pracy, powrot do przyjemnosci dnia powszedniego, powrot do rutyny.
Wakacje, lato, dlugie dni, beztroska, plaza i slonce, spacery po lesie, przejazdzki rowerowe, lody topiace sie w dloni, smazalnie rybne, zapach Baltyku, plaga biedronek i komarow to wszystko juz za nami.
Naladowalismy nasze akumulatorki energia na caly nastepny rok.
Naladowalismy nasze serca wspomnieniami, ktore jeszcze dlugo beda grzac swym cieplem i serdecznoscia.

W tym roku wakacje odbyly sie w czterech aktach. Oto migawki .

Akt pierwszy - Gdansk i jego dzielnica, Brzezno.

Neptun wital nas ze swego piedestalu.

Ciesze sie, ze moglam Saszy zaprezentowac tego jegomoscia, ktory zna mnie juz trzydziesci lat z hakiem ( duzym hakiem).


Rzygacze ponakladaly swiateczne peruki na nasze odwiedziny.


Na ulicy Mariackiej, schodki prowadzace na przedproza kamienic.

Skoki w obloki.

Akt drugi -Wroclaw.
Miasto, ktore tym razem zwiedzalam , jako turysta, a nie tylko potencjalny klient sklepow towarowych.

Iglica i Hala Stulecia, nadal stoja i dumnie reprezentuja Wroclaw.

Wystawa "Europa. To nasza historia" w Hali stulecia, zaczynala sie taka wlasnie inscenizacja : zawieszone na sznurowkach buty zolnierzy ostatniej wojny; zolnierzy manipulowanych , jak marionetki. Wlasnie ta wojna, jest punktem wyjscia Wspolnej Europy.

Nowosc - fontanna multimedialna przy Hali Stulecia.

Smakolyki z Epi.

Nowa spolecznosc wroclawska to Krasnale. Na ich czele Papa Krasnal.

Udalo nam sie natknac na Syzyfki .
Spotkalismy rowniez Pieroznika.

I Murarza lub Tynkarza (nie jestem pewna jego miana).


Bankus nie chcial podzielic sie banknotem.

Zyczliwek rozweselil.
Wroclaw do tej pory kojarzyl mi sie z miastem starym.
Po dniu przeznaczonym na zapoznanie sie z architektura nowego tysiaclecia, opinie te zmienilam.
Aktywnie przyczynil sie do tego , miedzy innymi, ten wlasnie obiekt potocznie zwany Serowcem lub Dziurowcem, czyli budynek Politechniki Wroclawskiej C13.
Widok na klatke schodowa. Nietypowa.
Poczekalnie. Nietypowa.
Elewacja. Nietypowa.

Az lza sie w oku kreci, ze nie mozna juz tam studiowac...
Po tych dwoch pierwszych aktywnych aktach , bogatych w doznania duchowe i cielesne, nastapila czesc rekreacyjna.

Akt trzeci - Aquitania, okolice Agen.
Byl to nasz chrzest bojowy : zainaugurowalismy wakacje grupowe w wynajetym domu.
My, niespotykane odludki, stroniace od kontaktow z ludzmi. Niebywale doswiadczenie.
Siedem dni pod jednym dachem z zaprzyjazniona rodzina, bylo nowym doswiadczeniem.
Nie wiem, czy chcialabym je powtorzyc. Byly plusy i minusy.
Natomiast wynajem kwatery prywatnej, byl stanowczo pozytywny.
Swoboda i niezaleznosc tego typu zakwaterowania, byly odkryciem i rewelacja.
Ambitnym planem naszej grupy bylo nie robienie niczego, co moglo by nas wprowadzic w stan zbytniego zmeczenia.
Spacer po ogrodzie nenufarow, byl jedynym przedsiewzieciem wymagajacym od nas zainwestowaia wysilku fizycznego.

Akt czwarty - Aquitania, miasteczko Arès.
Powrot do tradycyjnego pokoju hotelowego.
Powrot do "Grain du sable", w ktorym spedzalismy nasze pierwsze wakacje z Sasza , dokladnie piec lat temu.
Tym razem zakres czynnosci opanowanych przez dziecie nie ograniczal sie juz tylko do spania-jedzenia-plakania.
Bogaty repertuar pieciolatka dal sie nam we znaki.
Przebywanie z nim, to nieustanne pozostawanie na bacznosc , w pozycji gotowej do akcji , nogi w blokach startowych.
Nie ukrywam, ze to wlasnie stalo sie istota bycia.
Strazniczka portu rybackiego.
Plaza nad zatoka Arcachon.

Zejscie na plaze "Truc vert".

Wlasnie ten ostatni widok na nasza plaze chcialabym zatrzymac, przez caly zaczynajacy sie rok.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Witaj Droga Magdeczko,

Piękne wspomnienia i cudowne wakacje:)
Życzę równie udanego roku pracy i przedszkola.
A pożegnanie z plażą już niedługo będzie nowym powitaniem.
Już za rok wakacje.
Witam Twoją obecnośc na blogu,
Jo.
Magda pisze…
Moja kochana Jo! Wszystko sie kiedys konczy , prawda? Mowi sie tez , ze "il faut se quitter , pour mieux se retrouver" - trzeba sie rozstac, aby moc sie na nowo powitac.
Dziekuje i Tobie za obecnosc na blogu :-)
Anonimowy pisze…
Wyglada, jakby plaza byla pusta... To jakis cud! :-)
Ja mam wciaz w pamieci tlum klebiacy sie na calej dlugosci plazy w Dunkierce... Az ciemno w oczach... ;-)
Wpadlam tam tylko na jeden dzien i juz mialam dosyc...
Marze o pustej plazy, takiej jak w poblizu ptasiego rezerwatu w okolicach Dunkierki (maj tego roku)...
Pozdrawiam. Reine Marguerite
Magda pisze…
Moja droga Krolowo, to tylko taka fotomorgana ;-) Tak na prawde, to bylismy kocyk przy kocyku.... Na pusta plaze, trzeba sobie zasluzyc :-))

Popularne posty