LUTY MIJA
zdecydownie.
Zdecydowanie nalezy sie dostosowac do tempa. Tempa zycia, ktore nie przestanie mnie zadziwiac.
Jakos nie chce sie dostosowac i pogodzic z tym przemijaniem.
Znaczy sie nie o tym calkiem mialam pisac, slowa same soba kieruja i nadaja jakis inny podtekst temu wpisowi, a przeciez mialo byc tak lekko i sympatycznie.
Otoz , raz na jakis czas budzi sie we mnie potrzeba uzupelnienia kulturalnych aktualnosci i zabieram swe osobe, oraz tych, ktorych sie da , do muzum, na wystawe, do teatru, czy gdzies w tym podobne miejsce.
Tym razem trafila sie nam niesamowita kolekcja, mecenasa nowoczesnej sztuki francuskiej, Sergieja Chtchoukina, wystawiana do 5 marca w Fondation Louis Vuitton.
Byc na tej wystawie, to jak gdyby odbyc spacer wsrod arcydziel malarstwa konca XIX i poczatku XX wieku. Skondensowana lekcja historii sztuki.
Wsrod stu trzydziestu obrazow, ktore zazwyczaj ogladamy na stronach papierowych lub wirtualnych, wyroznily sie dla mnie dwa, ktore z pewnoscia, nie sa rodzynkami tej kolekcji, ale na mnie zrobily wrazenie.
Pierwszy to portet siedzacej tylem do malarza kobiety, autorem jest Henri Toulouse-Lautrec. Takie niby nic, taki szkic, pastelem po plotnie. Ale Toulouse-Lautrec jest jednym z moich ulubiencow, mam do niego taka slabosc, ze mi sie od razu na placz zbiera, kiedy widze jego dziela.
A drugi obraz, ktory mnie zafascynowal swoja potega , sila, przykul po prostu, nie moglam mu sie oprzec, to "Déjeuner sur l'herbe", autorstwa Edouarda Manet. Reprezentacja swiatla, ktore przebila przez liscie, pada na ubrania, na skore, na trawe, jest mistrzowska. Tez mi sie lzy cisna do oczu.
Ten, kto kiedykolwiek sporbowal przelac na dwuwymuiarowa kartke papieru chocby okruszek emocji, wie, ze tylko nieliczni sa obdarzeni tym darem.
Instastory jest takim wspanialym wynalazkiem, dzieki ktoremu, powstala ta filmowa relacja. Nie moge sie zdecydowac, czy mowic po polsku , czy po francusku, w zwiazku z czym powstaje jakas taka mieszanka. Ale obrazki sa najwazniejsze.




Komentarze