JAK PRZEPROWADZAŁAM NA SOBIE EKSPERYMENT

Po wakacjach zostały nam ciepłe wspomnienia.
Po lecie zostały nam resztki opalenizny i domowa konfitura z fig.
Mamy dziś stuprocentową jesień , deszczowo i ponuro, chodniki usłane opadniętymi liśćmi. 
Nie wiedzieć dlaczego postanowiłam spontanicznie wykorzystać ten moment na eksperyment zdrowotny i zrobić głodówkę.
Muszę przyznać, że już od dawna pomysł ten zaświtał w mojej głowie, tym bardziej, że od jakiegoś czasu jest moda na poszczenie, więc łatwo znaleźć informacje na ten temat.
Jednak bardzo trudno jest się zdecydować na taką radykalną abstynencję, więc jakoś nigdy dotąd nie starczyło mi odwagi.
Tym razem po kulinarnej piątkowej orgii, spontanicznie nie miałam apetytu w sobotę rano.
I tak od soboty zaczęła się moja przygoda z głodówką.
Piję dużo wody, herbaty, naparów, dwie małe kawy dziennie, dziś rano na piękną Café latté sobie pozwoliłam.
I jakoś nie ciągnie mnie do jedzenia.
Dziś trzeci dzień, ponoć najcięższy, a później już tylko z górki i mam odczuwać generalną nirwanę.
Jak do tej pory nie odczuwam żadnych negatywnych skutków, jedynie krótkotrwały ból głowy w drugi dzień. Byłam na dwóch seansach yogi w ten weekend, nie czułam żadnego zmęczenia, czy jakiejś nienormalnej słabości.
Jestem teraz jedynie ciekawa, czy uda mi się kontynuować tą dietę w tygodniu pracy...

A tutaj kilka fotek z mojej ostatniej wieczerzy :



Komentarze

Popularne posty