O TYM , JAK CIEŻKO BYC MAMĄ JEDENASTOLATKA

Chciałabym napisać o czerwcu, ale minął bezpowrotnie.
Chciałabym napisać o lipcu i sierpniu, ale rownież zasnuwa je jakaś jesienna mgła.
Jedyny temat , który aktualnie przerabiam, i jak się zdaje,we wszystkich wersjach znanych, a nieznane na mnie czyhają, to współżycie z dzieckiem lat 11 i 2 miesiące.
Myślę po tysiąc razy na dzień, że cos gdzieś przegapiłam, jakaś życiowa i niezbędna informacja ominęła mnie, a cholerna kobieca intuicja, postanowiła, że nie kiwnie nawet najmniejszym palcem od nogi.
Dałam się ponieść stanowi rzeczy, jaki dotychczas funkcjonował. 
Niestety cieżko doświadczam na własnej skórze, że to co było, jest przeszłością i przede mną otwiera się nowy rozdział do napisania.
Tyle, ze nie ma do niego żadnej instrukcji obsługi. Sama muszę ja stworzyć i sprawić, aby każdy członek rodziny, byl jej użytkownikiem.
I cóż, jak w rożnych juz poprzednich doświadczeniach, moze mniejszej wagi, widzę, ze końcem końców jestem sama na placu boju.
To faktycznie jest plac boju.
Jedenastolatek potrafi być przeciwnikiem na wysoką skalę.
Przede wszystkim opanował do perfekcji proces obrażania się i bycia drażliwym.
Skąd ja to znam?
Po drugie : okazuje coraz mniej szacunku, wiary i uznania dla rodziców.
Cos mi to przypomina.
Po trzecie : wpada w jakieś uzależnienie od wszelkich urządzeń typu telefony komórkowe, iPady, komputery. 
Niestety w tym temacie nie mam doświadczeń z własnej młodości , gdyż w tamtych zamierzchlych czasach telefon był luksusem, numery składały się tylko z czterech cyfr, ktore wykrecalo sie paluszkiem, w ogóle nie były przenośne, i jedyna ich funkcja byla mozliwosc telefonowania. Zeszły wiek.
Tak mniej wiecej mogę w skrócie opisać  aktualna sytuację.
Próby zaangażowania nowej baby sitter skończyły się absolutną odmową współpracy ze strony Saszy. Biedna dziewczyna juz po pół godzinie dzwoniła do mnie z prośbą o interwencję u mojego syna, ktory absolutnie odmawial posluszenstwa, na dodatek odzywal sie do niej w sposob jak najmniej elegancki, nie odrywajac sie od sojego smartfonu.
Po tym eksperymencie Sasza wyznał mi, ze poddał ją próbie, ale ze przede wszystkim, nie podobała mu się. Wygląd zewnętrzny mu nie pasował.
Ponieważ nie mam środków finansowych, aby zaangażować baby sitter top model, a moje dziecko wyraznie wysyla sygnaly, ktore odczytuje jako wolanie o pomoc, zrozumialam, ze musze osobiscie i z wiekszym niz dotychczas zaangazowaniem uczestniczyc, w tym zwrotnym dla niego momencie.
Moj pracodawca zgodzil sie szybko i bezkonfliktowo na moja propozycje wolnych popoludni w srode. Poniewaz oficjalnym jezykiem aktualnego projektu jest jezyk niemiecki, a moje trzy lata nauki tegoz jezyka w liceum poszly w las, mam role raczej drugo lub trzecioplanowa - nie jestem w bezposrednim kontakcie ze szwajcarskimi partnerami, moja nieobecnosc, nie bedzie nawet zauwazona.
Coz, gdybym tak bardzo chciala szukac dziury w calym, to moglabym sie czuc sie lekko niepotrzebna. Ale chwilowo wole skoncentrowac sie na Saszy.
Pierwsze wspolne srodowe popoludnie zakonczylo sie konfliktem, spowodowanym moja proba przejecia kontroli nad smartfonem.
Otoz istnieja swietne aplikacje tak zwanej kontroli rodzicielskiej. Pozwalaja one na wyznaczenie godzin dostepu do internetu i gier. Oczywiscie bardzo sie to nie spodobalu dziecku, ktore jako argument podaje, ze oczywiscie inni koledzy maja dostep i a kontroli zadnej.
Inni to inni. Ja nie jestem ich mama. Postawilam w koncu na swoim, choc ten konflikt  byl nerwowo wyczerpujacy. A zasobow cierpliwosci mam jak na lekarstwo, wiec, wybucham szybko i czesto, ostatnio, co jeszcze bardziej mnie irytuje, gdyz czuje, ze trace grunt pod nogami i coraz slabiej panuje nad soba. Takie zamkniete kolo.
Drugie srodowe popoludnie wlasnie minelo, i jak gdybym ujrzala skrawek niebieskiego nieba i promienie slonca. Cos sie zaczelo pozytywnie zmieniac.
Mielismy czas. Bylam lepiej zorganizowana. Sasza wykazywal chec do wspolpracy. Szerokim lukiem ominelismy stresujace konfrontacje.
Od razu jest mi lzej i przyszlosc widze juz na rozowo, choc wiem, ze to dopiero poczatek dlugiego, dlugiego procesu, ktorym jest dojrzewanie.

Przeczytalam dzis ten piekny cytat Margit Sandemo, ktorym zaczela dzien moja prawie blizniaczka : „Szczęście nie jest przecież stanem wiecznym. Zresztą też i nie okresowym. Szczęście to po prostu taki skurcz serca, którego doznaje się czasami, kiedy człowieka przepełnia taka radość, że wprost trudno ją znieść. Znika równie szybko jak się pojawia. I nie ma go, dopóki nie nadejdzie znowu, by sprawić, że człowiek uzna życie za najwspanialszy dar.”

Dzis rano nie ogarnelam calosci znaczenia tych slow, ale w biezacej chwili, mam wrazenie, takie zwiewne, ale realne, ze czuje sie szczesliwa.

Tak, jak wiele razy tego lata, kiedy zycie bylo slonecznie-slodkim podarunkiem. 
















Komentarze

Ania pisze…
A ja wysiadam czasami juz przy mojej prawie 8 latce. Obrazalska, zmienna emocjonalnie...moze to czas labilnosci dzieciecej tak w niej jeszcze sie odzywa?
Ja chromole , bo jak ona z takiej obrazalskiej 8 latki przejdzie od razu do obrazalskiej 11 latki to w ogole nie bede miala odpoczynku od jej obrazania sie:))
Magda pisze…
Aniu, dzieki za podzielenie sie Twoim doswiadczeniem. Dzieki temu, okazuje sie, ze ominely mnie dwa lata takego stanu... :-) A moze u dziewczynek ten ciezki okres zaczyna sie wczesniej i konczy wczesniej? Zycze Ci duzo duzo cierpliwosci!

ps
jak sie jest obrazalskim, to juz tak sie ma na cale zycie - mowi Ci to zawodowa obrazalska :-)
Majlook pisze…
No coz, o dzieciach sie nie wypowiem, bo mam wiecej doswiadczenia z Kotami i faceami niz z dziecmi :P wie wspolczuje Ci z calego serca i po prosu radze wypijac wieczorem lampke czerwonego dla spokojnosci i zdrowotnosci :D Pozdrawiam z ciagle slonecznej Alzacji :)

Popularne posty