WIGRY 3
Wszyscy pisza, wszyscy znajduja czas i tematy, tylko u mnie
jakos wymowki sa gora.
Juz nie pierwszy raz, kiedy sama sobie obiecuje poprawe. I
sama sobie nie umiem dotrzymac slowa.
To moja cecha charakterystyczna. Znak rozpoznawczy. Ta
nieslownosc. I to spychanie , odstawianie wszystkiego, na ostatnia godzine.
« Nie odkładaj na jutro tego, co możesz zrobić dzisiaj»
nie jest moja dewiza.
I tak ze wszystkim.
Nawet w kontaktach z innymi.
A przeciez dzieje sie. Nawet chwilami duzo, jest wiec gdzie
siegac po inspiracje.
Nie potrafie odzyskac juz tej energii, ktora kiedys
pozwolila mi na zalozenie tego bloga. Nie udaje mi sie systematycznie go
prowadzic, ale tez nie chce sie go pozbyc.
Wiec droga tylko jedna. Wziasc sie za siebie. Pracowac nad
tym okropniastym leniem, ktory blokuje gdzies istniejace jeszcze, slabiutkie
checi.
Czy probowac nadganiac te minione miesiace ? Wysilek
ponad moje mozliwosci.
Moge natomiast sprobowac od aktualnosci, czegos na czasie,
ze swiezymi emocjami.
I wlasnie mam taka swieza, jeszcze cieplutka wiadomosc,
ktora moze mnie zmobilizowala do tego wpisu.
Mam od dzis nowy rower. Pierwszy nowy rower od czasow Wigry
3, ktory dostalam na Pierwsza Komunie.
Jeden nowy rower raz na 30 pare lat, to nie jest taki znowu
luksus.
Musze sie do niego przyzwyczaic zanim cokolwiek bede mogla
powiedziec o tym , jak sie spisuje w codziennym uzytkowaniu.
Po pierwszej jezdzie ze sklepu do biura, jestem pod
wrazeniem. Waou !
Rower jest miejski, taki typ, na ktorym sie siedzi prosto,
jak drut. Ma wspaniale dzialajace przerzutki, ktore moge sobie zmieniac, nawet
nie jadac. Ma wiklinowy koszyk przy kierownicy, bagaznik, swiatla, blotniki.
No takie ulepszone Wigry. Powiedzmy Wigry 2015.
Beda moim punktem zwrotnym.



Komentarze