POLSKIE PRZYSLOWIA I SAKSOFON
Sasza pobiera lekcje saksofonu w domu.
W panstwowej szkole muzycznej, nie ma juz wolnych miejsc na
ten instrument, jestesmy wiec zapisani na liscie oczekujacych. W oczekiwaniu na
przydzial, do domu przychodzi co tydzien sympatyczny nauczyciel, z ktorym Sasza
spedza luzne 45 minut .
Ostatnio, a juz czekamy 1,5 roku, dostalismy powiadomienie,
o dwoch mozliwych przedzialach czasowych. Niestety wypadaja one podczas innych,
juz ustalonych od poczatku wrzesnia zajec. Zmiana planow w polowie roku
szkolnego nie wchodzila w gre, wiec odmowilismy.
Sasza rozmawial o tym ze swoim prywatnym nauczycielem, ktory
jednoczesnie, uczciwie przedstawil zalety i wady nauczania w szkole muzycznej.
Sasza wysluchal, po czym odrzekl, ze jemu najbardziej pasuje
nauczanie w domu, i ze , jak mowi polskie przyslowie : « Wszedzie
dobrze, ale w domu najlepiej ».
Lekko sie zawahal w trakcie tlumaczenia na francuski, ale
wybrnal z tego obronna reka. Pan od saksofonu dobrze zrozumial i sie usmial.
A mnie zadziwil tym, ze pamietal o tym polskim
wyrazeniu i ze umial go w kontekst wprowadzic. No i ,ze sie samodzielnie wzial
za tlumaczenie z polskiego, co mu sie do tej pory nie przydarzylo.
A to jego wersja :
« Par tout c’est bien, mais à la maison c’est le mieux ».
Moj maly domator!


Komentarze