KONIEC SEZONU ....

 
... narciarskiego udało mi się spędzić w Zermatt , takiej niepozornej i malopopularnej mieścinie wypoczynkowej w Szwajcarii. 
 
Zabrałam się tam na zaproszenie moich pracodawców oraz grupy inżynierów współpracujących przy projekcie szpitala genewskiego.
Ten organizowany co roku week end narciarski, gromadzi większość współpracowników tego biura konstruktorów. Przyjeżdżają do Zermattu na dwa dni aby w rozluźnionej atmosferze umacniać zawodowe kontakty.
Przyklaskuję tej inicjatywie obiema rękoma, zwłaszcza jeśli mogę dołączyć do tego ekskluzywnego grona.
 
Tego jeżdżenia na nartach było raptem około 4 sobotnich godzin, reszta minęła na jedzeniu, piciu, tańcach, śmieciach i chichach, podziwianiu osławionych widoków na Matterhorn czyli Cervin po francusku, i ogólnym zapominaniu o pozostawionych obowiązkach ( czytaj rodzinie i pracy).
 
Miasteczko, do którego można się dostać jedynie za pomocą jakiegoś napędzanego elektrycznością pojazdu, wygląda sympatycznie i autentycznie.
 


Krajobrazy alpejskich szczytów, okupujących linię horyzontu na średniej wysokości 4000 metrów, są nieporównywalnie piękne. Jeszcze nigdy nie miałam okazji, aby być tak wysoko. 
To przeżycie było niesamowite, wywołane emocje i atmosfera tych miejsc jeszcze na długo bedą mnie prześladować.
 

Komentarze

Popularne posty