CIĄG DALSZY - O TYM, CO SIE NA PLAŻY ZBIERA
Nie mogę się pogodzić ze stratą poprzedniej części.
Nie wiem, czy można znaleźć wymazany artykuł. Jestem na siebie zła , zła za moja bezsilność i za idiotyczny błąd.
Nie jestem nawet w stanie odtworzyć tego, co było tam napisane, zdenerwowanie mnie blokuje.
Ostatni akapit miał mniej wiecej ten ton:
Kiedy pomyślę, że o godzinie dziewiętnastej zamiast siedzieć w biurze przed komputerem, jesteśmy jeszcze na plaży, że słońce tak mocno grzeje, że można jeszcze poskakać w falach, czuję, że będzie mi żal wracać.
Dzień , a raczej popołudnie na plaży polega na słodkim nic nierobieniu. Nikt nic od nas nie wymaga, niczego nie oczekuje, nie mamy terminów, zobowiązań. Celem dnia jest wylegiwanie się na słońcu albo w cieniu, kiedy jest za gorąco można ochlodzic się w falach oceanu, można czytać, można zbierać muszle. Największą przyjemnością są lody albo zimne smoothie nabyte w plażowym kiosku.
Zbieranie muszli jest naszym obecnym hobby. Żeby nie było za łatwo, wyznaczamy sobie wyzwania : zbieramy tylko jeden rodzaj muszli, od lat jest to muszla przegrzebka, rodzaj muszli pielgrzyma. Połówka muszli musi być nieuszkodzona, tak samo jak szczyt muszelki, ktory musi być w całości.
Na prawdę nie łatwo jest takowe znaleźć, są dosyć cienkie, więc delikatne i na brzegu znajdują się zazwyczaj w drobnych kawałeczkach.
Zbieranie ich jest bardzo relaksujące, wymaga koncentracji na wykonywanej czynności, a skupienie się na takim trudnym zajęciu powoduje totalne odizolowanie od świata, od kłopotów i zmartwień. Satysfakcja ze znalezionych muszelek jest ogromna , wywołuje zawsze duży uśmiech i wrażenie dobrze wykonanej roboty.
I jak powiedziała pewna pani spotkana na brzegu "Każdy znajduje tu swój skarb".





Komentarze