O BAZIACH I MACIEJCE

Po długich i zimnych zimowych miesiącach zaczęła się wiosna. Nastała nagle i zdecydowanie. Nagie i szare gałęzie drzew okryły się dyskretną zielenią. Na targu stanęłam oko w oko z pięknymi baziami. Skąd tu bazie? Kupujemy do domu dwa peki. Stoją w wazonach, jak strażnicy, strosząc dumnie delikatne, puszyste kotki. Budzimy się przy wesołym i głośnym ptasim jazgocie. Wyciągamy z szaf letnie ubrania, odkrywając z niesmakiem skutki molowych ataków. A przecież poukładane pomiędzy ubraniami pastylki przeciw-molowe, miały nas uchronić przed tymi wygryzionymi dziurkami. Szukamy letnich butów. Wsród pudel i pudełek zawierających wszelkie kozaki i botki, trudno dotrzeć do butów bardziej odpowiadających aktualnej aurze. W donicach za oknami robimy wiosenne porządki, dziwiąc się, ze tegorocznym mrozom nie udało się pozbyć wszyskich mieszkańców moich donic. W wolnych miejscach sadzimy maciejkę, tę za którą zjeździliśmy pół Gdańska. Na opakowaniu instrukcja obsługi informuje po polsku i rosyjsku, ze wysiew należy przeprowadzić w kwietniu, ale przecież do kwietnia jeszcze tak długo, ze szkoda tracić tego tygodnia. Niech też już wie, że to wiosna.

Komentarze

kocham wiosenne przygotowania. Zaś maciejka to moje najukochańsze kwiaty lata.
Anonimowy pisze…
Mole nie lubią francuskiej lawendy:-) Nie wiem, może Wasze się uodporniły, hihi.

Maciejka rośnie u moich sąsiadów i pięknie pachnie...

A u nas są śnieżyce, brzoskwinia się różowi, ale najmocniej trzymamy kciuki za zasadzoną w ubiegłym roku magnolię.

U nas znów zimno, ale ptasie trele nie pozwalają zapomnieć, że jest wiosna.

Pozdrawiam ciepło!!!

Ewa T.

Popularne posty