BYLO LATO
Przerwa w prowadzeniu bloga zostaje zniesiona.
Nastapil powrot.
Nasz letni urlop niestety juz sie zakonczyl. Czy wszystkim sie zawsze wydaje, ze wakacje trwaja stanowczo za krotko? Ja mam ciagle, po kazdym powrocie to samo wrazenie niedosytu. Chcialabym jeszcze, a jednoczesnie jestem zadowolona z tego powrotu do codziennosci, do starych i znanych katow, do przyjaciol, rodziny i pracy.
W tym roku udalo nam sie opuscic Paryz az na trzy, dlugie tygodnie.
Zapedzilismy sie na jeden kraniec Europy, az do Polski! Spedzilismy tam szesc calych dni. Szkoda mi, ze tylko tyle, ale pocieszam sie, ze wroce, ze to nie ostatni raz, pomimo drastycznych faktow.
Drastycznym faktem jest to, ze nasz punkt odnosny - nasz dom w Polsce, zostal sprzedany. Nie bedziemy mieli juz stalego miejca, do ktorego mozna w kazdej chwili wrocic. Decyzja ta nie byla latwa, podjecie jej zajelo az cale 22 lata! Jednak otwieraja sie teraz nowe horyzonty, mozliwosci zwiedzania innych zakatkow Polski. Nie chce myslec o tym wszystkim, co symbolizowal ten dom, o wszystkich zwiazanych z nim wspomnieniach i przezyciach. To spory kawal mojego zycia. Nie chce spogladac do tylu i zalowac.
Trzeba isc naprzod, przed siebie.
A przed siebie patrze takze poprzez pryzmat mojego synka. Zdaje mi sie, ze udalo mi sie cos mu przekazac, cos z tej wiezi do Polski. Wrocilam stamtad jakas spokojna, jakas bardziej pewna, ze bedzie kontynuacja, ze tymczasowy koniec, nie jest koncem samym w sobie. Patrze na synka i widze w nim entuzjazm do swojego polskiego spadku. Patrze na niego i osmielam sie myslec, ze Polska jest w jego sercu.

Parkowe alejki najlepiej pokonuje sie w towarzystwie Dziadzia.
Jestem tak optymistycznie nastawiona, to pewnie jeszcze wynik dzialania promieni korsykanskiego slonca!
Korsyka byla nasza druga czescia wakacyjnego programu.
Wrocilismy tam po dwoch latach nieobecnosci. Wrocilismy do tego samego miejsca zakwaterowania, do tych samych plaz, gor i restauracji. Pamietali nas. I bylo to przyjemne, takie zwiewne uczucie powrotu do czegos znajomego.
Z okienka samolotu witalo nas wzburzone morze.
Ale juz na nastepny dzien, poranny widok wynagrodzil wrazenia lotu.
Nasz punkt zaczepienia na wyspie, nie jest zwykla kwatera prywatna. Jest to XVII-wieczny klasztor, odkupiony od zakonnikow i rozbudowany przez rodzine Cagninacci.
Widok na najstarsza czesc klasztoru - tradycyjne dachy pokryte dachowkami wykonanymi z łupka.
Temperatury przekraczajace 30 stopni, sklanialy nas do wyjazdow w srodkowa czesc wyspy, gdzie gorskie przelecze dostarczaly dreszczyka emocji i ochladzaly krystaliczna woda z gorskich potoczkow.



Dojechalismy tam, gdzie konczy sie droga!
I gdzie w srodku lata lezy snieg!
Korsykanskie, samopasace sie krowy, sa dodatkowa turystyczna atrakcja.
Wsrod szpetnej zabudowy, ktora niestety rozmnaza w zaskakujacym tempie na calej wyspie, taki oto skromny budyneczek banku.
Nastapil powrot.
Nasz letni urlop niestety juz sie zakonczyl. Czy wszystkim sie zawsze wydaje, ze wakacje trwaja stanowczo za krotko? Ja mam ciagle, po kazdym powrocie to samo wrazenie niedosytu. Chcialabym jeszcze, a jednoczesnie jestem zadowolona z tego powrotu do codziennosci, do starych i znanych katow, do przyjaciol, rodziny i pracy.
W tym roku udalo nam sie opuscic Paryz az na trzy, dlugie tygodnie.
Zapedzilismy sie na jeden kraniec Europy, az do Polski! Spedzilismy tam szesc calych dni. Szkoda mi, ze tylko tyle, ale pocieszam sie, ze wroce, ze to nie ostatni raz, pomimo drastycznych faktow.
Drastycznym faktem jest to, ze nasz punkt odnosny - nasz dom w Polsce, zostal sprzedany. Nie bedziemy mieli juz stalego miejca, do ktorego mozna w kazdej chwili wrocic. Decyzja ta nie byla latwa, podjecie jej zajelo az cale 22 lata! Jednak otwieraja sie teraz nowe horyzonty, mozliwosci zwiedzania innych zakatkow Polski. Nie chce myslec o tym wszystkim, co symbolizowal ten dom, o wszystkich zwiazanych z nim wspomnieniach i przezyciach. To spory kawal mojego zycia. Nie chce spogladac do tylu i zalowac.
Trzeba isc naprzod, przed siebie.
A przed siebie patrze takze poprzez pryzmat mojego synka. Zdaje mi sie, ze udalo mi sie cos mu przekazac, cos z tej wiezi do Polski. Wrocilam stamtad jakas spokojna, jakas bardziej pewna, ze bedzie kontynuacja, ze tymczasowy koniec, nie jest koncem samym w sobie. Patrze na synka i widze w nim entuzjazm do swojego polskiego spadku. Patrze na niego i osmielam sie myslec, ze Polska jest w jego sercu.
Parkowe alejki najlepiej pokonuje sie w towarzystwie Dziadzia.
Jestem tak optymistycznie nastawiona, to pewnie jeszcze wynik dzialania promieni korsykanskiego slonca!
Korsyka byla nasza druga czescia wakacyjnego programu.
Wrocilismy tam po dwoch latach nieobecnosci. Wrocilismy do tego samego miejsca zakwaterowania, do tych samych plaz, gor i restauracji. Pamietali nas. I bylo to przyjemne, takie zwiewne uczucie powrotu do czegos znajomego.
Przywitanie z morzem na kamienistej plazy.
Temperatury przekraczajace 30 stopni, sklanialy nas do wyjazdow w srodkowa czesc wyspy, gdzie gorskie przelecze dostarczaly dreszczyka emocji i ochladzaly krystaliczna woda z gorskich potoczkow.
Oto dzielo wspanialego pizzaiolo, kazda sporzadzona dla Saszy pizze, dekorowal w specjalny sposob. Ostatniego nie moglismy rozszyfrowac, tacy z nas turysci! Okazalo sie, ze byla to Korsyka. Zniknela w mig!
Gekon, ktory wyszedl na nocne polowanie, byl milym towarzyszem ostatniego wieczoru.
Ostatni widok na wyspe.
Do zobaczenia !


Komentarze
Ale z drugiej strony można teraz zbudować i zacząć coś nowego.
Piękne mieliście wakacje :)